Nogi po uda, resztę jego ciała

Więziła w środku swego lochu skała.

Dwie stopy płomień przypalał jaskrawy,

Boleść tak silnie miotała nóg stawy,

Że mógłby zerwać i więzy, i sznury.

Jak napojone przedmioty oliwą

Pochwycą płomień w sam wierzch wyciągnięty,

Tak płomień sięgał ich palców od pięty.

«Pojaśń287 mi mistrzu,» zagadłem go żywo,

«Kto by w tej dziurze rzucał się jak wściekły,