Pochyło schodzą w zrąb studni głębokiej,
Każda dolina, którą się przebiega,
Tu ma wyniosłość, tam spadzistość brzega.
W końcuśmy doszli do progu opoki,
Gdzie głaz ostatni czołem prostopadłem
W dół się powalił i w otchłań się rzuca:
Już mi zabrakło oddechu na płuca,
Już iść nie mogłem dalej i usiadłem.
«Z wady lenistwa wyzuj się w tej dobie!»
Mistrz mówił, «w puchu lub w pierzu kto lega,