Dwa cienie nagie biegły jednym szlakiem,

Gryząc się w biegu, jak wieprz wszystkim w oczy

Rzuca się, gdy z swej zagrody wyskoczy.

Jeden z nich, biegnąc, wpadł na Kapokiję,

W kark jemu pięścią grzmotnął ponad uchem,

Zwalił, po ziemi ciągnął go za szyję,

Gracując drogę Kapokija brzuchem.

A Griffolino, z przestrachu wielkiego

Drżąc, mówił do mnie: «To duch Jana Skiki468,

Tak wszystkich dręczy ten szaleniec dziki».