Już gwiazdy nocne, wschodząc, płoszy słońce».

Tam droga, którą miałem iść na nowo,

Nie była prostą ulicą zamkową,

Raczej jaskinią, co ma wejście krzywe,

Ściany chropawe, a światło wątpliwe.

«Mistrzu mój,» rzekłem, «gdym wart twego względu,

O przemów do mnie, wyprowadź mnie z błędu,

Gdzie są te lody? Ich grubą powłoką

Jak tam Lucyfer zapadł tak głęboko?

I jak to słońce, szybkość niesłychana,