Tuląc się z trwogą do poety boku,
W tył, a nie naprzód posunąłem kroku758.
Powietrze, głos ten gdy przebrzmiał z daleka,
Wkoło nas cichym dyszało milczeniem.
Wódz mówił: «Oto masz twarde wędzidło,
Które by swoim żelazem powinno
Zawściągać759, trzymać w granicach człowieka.
Lecz wam przynęta tak drażni myśl czynną,
Że wróg, co z dawna z tej krewkości szydzi,
Was jako wędą przyciąga w swe sidło.