Przebiegłszy schody w krąg oczy zwrócili:

Cztery dnia sługi odeszły, a piąta

Stojąc przy wozie służebna się krząta896,

Kierując dyszla wierzch zapłomieniony.

A wódz mój mówił: «Ja myślę, że teraz

Prawej od brzegu trzymajmy się strony,

Obchodząc górę, tak szliśmy już nieraz».

Zwyczaj ten był więc naszym drogoskazem

I szliśmy dalej z mniejszym utrudzeniem,

Śmielsi drugiego ducha przyzwoleniem.