W chwili, gdym moje podnosił źrenice,

Przestali rzucać kwiaty aniołowie,

Wzrok mój nieśmiały padł na Beatrycę

Patrzącą w gryfa postać promienistą,

W jednej osobie z naturą dwoistą.

Choć pod zasłoną stała poza rzeką,

Od siebie samej piękniejsza daleko

I tym piękniejsza, że wdziękami swemi

Drugich piękności nie ćmiła na ziemi.

Żal jął boleśnie piec mię jak pokrzywą,