„Pochowajcie mnie w mojej czapce z daszkiem.

I nie zapomnijcie o lusterku”. Nie zapomniałem.

Poczułbym się lepiej, gdyby w końcu

wilgotny ślad oddechu osiadł na szkle,

bo nie wiem, jak wytropić telefon,

a na łysiejącego Brutusa nie ma co liczyć:

wlepił smutne gały w zaczarowany stół,

na którym leży mało używany hamburger z baru

za rogiem, gdzie tyle razy siedział

przywiązany do latarni, i oznajmiał światu,