tworzą wielkie stada
i wędrują poszukując miejsc, gdzie
już ich nikt nie zapluje.
Dobrze, że mi nie powierzono misji
utworzenia rządu. Po jakimś czasie
musiałbym zjeść polską kolację
z Margaret Thatcher, a wtedy
duch Bobby’ego Sandsa mógłby
nazwać mnie głupim skurwysynem.
Jeżeli mogę wybierać, to chcę być