— Oczywiście, chyba że ci to odpowiada! — dodał ojciec szybko.
To samo powiedział do Clifforda, kiedy zostali sami.
— Obawiam się, że dla Connie nie iest rzeczą odpowiednią być demi-vierge.
— Półdziewicą! — odpowiedział Clifford, tłumacząc sobie to wyrażenie, aby się upewnić.
Zastanowił się chwilę, potem poczerwieniał silnie. Był zły i urażony.
— Pod jakim względem nie jest to dla niej rzeczą odpowiednią? — zapytał sztywno.
— Chudnie... staje się kanciasta. To nie odpowiada jej usposobieniu. Nie należy ona do śledziowatego gatunku wątłych dziewcząt. To rześki pstrąg szkocki.
— Oczywiście bez plam — rzekł Clifford.
Chciał potem powiedzieć Connie o tej sprawie demi-vierge’ostwa... o tym półdziewiczym stanie rzeczy. Ale nie mógł się na to zdobyć. Był z nią zbyt zżyty, a jednak nie dość zżyty. Był z nią tak bardzo zjednoczony we własnym i w jej duchu, ale cieleśnie nie istnieli dla siebie nawzajem, a żadne z nich nie miało odwagi poruszenia corpus delicti20. Byli z sobą tak zżyci, a tak zupełnie bez kontaktu.
Connie odgadła jednak, że ojciec jej powiedział coś Cliffordowi, którego to teraz trapiło. Wiedziała, że nie zależy mu zupełnie na tym, czy ona jest demi-vierge czy demi-monde21, póki o tym nie wiedział z zupełną pewnością i póki mu na to nie zwracano uwagi. Czego oko nie widzi, o czym mózg nie wie, to nie istnieje.