— A co robią, kiedy tam są?
— O, wałęsają się dokoła.. wypijają herbatę w jakiejś eleganckiej kawiarni, jak Mikado... i chodzą ze swymi dziewczętami do Palais albo do Pictures albo do Empire. Dziewczęta zachowują się zupełnie tak samo swobodnie, jak chłopcy. Robią po prostu, co im się podoba.
— A co robią, jeżeli nie mają na te rzeczy pieniędzy?
— Zawsze je skądsiś wydostaną. A potem zaczynają brzydko mówić. Ale nie rozumiem, jak może tu powstać bolszewizm, jeżeli chłopcy nie pragną niczego, tylko pieniędzy na rozrywki, a dziewczęta tak samo i na dodatek jeszcze na ładne suknie, a o nic innego się nie troszczą. Nie mają dosyć rozumu, żeby zostać socjalistami. Nie mają dosyć powagi, żeby cokolwiek traktować naprawdę poważnie, i nigdy jej mieć nie będą.
Connie pomyślała, jak niezwykle podobne są klasy niższe do wszystkich innych klas, wedle tego, co tu słyszała. Było to po prostu to samo w innej odmianie, Tevershall, Mayfair czy Kensington. Jedna istniała dzisiaj klasa: ludzie łaknący pieniędzy. Mężczyźni łaknący pieniędzy i kobiety łaknące pieniędzy. Jedyna różnica polegała na tym, ile się posiadało i ile chciało się posiadać.
Pod wpływem pani Bolton Clifford począł okazywać nowe zainteresowanie kopalniami. Zaczął odczuwać, że należy do nich. Rozwinął się w nim nowy rodzaj pewności siebie. Ostatecznie był prawdziwym panem Tevershall, był naprawdę kopalnią. Było to nowe poczucie mocy, coś, przed czym dotąd cofał się lękliwie.
Pokłady tevershallskie stawały się coraz mniej wydajne. Istniały jeszcze tylko dwie kopalnie: samo Tevershall i Nowy Londyn. Tevershall było niegdyś słynną kopalnią i przynosiło słynną sumę pieniędzy. Ale najlepsze jego dni przeminęły. Nowy Londyn nigdy nie był zbyt bogaty i w normalnych czasach rozwijał się tylko jako tako. Ale teraz czasy były złe i szyby Nowego Londynu zostały zarzucone.
Głównie dzięki rozmowom z panią Bolton poczęła się w Cliffordzie budzić nowa energia. Pani Bolton dała mu do zrozumienia, że dochód jego ze spuścizny po ojcu był pewny, chociaż niewielki. Na kopalniach w istocie niewiele mu zależało. Pragnął on zdobyć inny świat, świat literatury i sławy; świat popularności, nie świat pracy.
Teraz uświadomił sobie różnicę między powodzeniem w zdobywaniu popularności, a powodzeniem w pracy, między ludnością używającą a pracującą. On sam wspierał swymi opowiadaniami ludność używającą. I nieźle się na tym obławiał. Ale pod warstwą ludności używającej była gniewna, zasmolona, straszliwa ludność robotników. I ona musiała mieć swoich opiekunów, a znacznie mniej miłym zajęciem było opiekować się ludnością pracującą niż ludnością poszukującą rozrywek. Podczas gdy on pisał swoje opowiadania i „doszedł do czegoś” na świecie, Tevershall znalazło się na ślepym torze.
Pojął teraz, że psia bogini Powodzenia miała dwa apetyty: jeden na pochlebstwa, przymilanie się, głaskanie i łaskotanie, co dawali jej artyści i pisarze, i drugi, gwałtowny — na mięso i kości. A mięso i kości dostarczali psiej bogini ludzie, którzy robili pieniądze w przemyśle.