Connie przysłuchiwała się długim rozmowom między nimi. A raczej przeważnie mówiła pani Bolton. Rozpętała przed nim potok plotek na temat wsi Tevershall. Było to coś więcej niż plotki. Były to Mrs Gaskell i George Eliot, i Miss Mitford50, złączone razem, ale o znacznie większej wydajności niż te kobiety. Raz rozkręcona, pani Bolton była lepsza od wszelkiej książki o życiu ludu. Znała go tak dokładnie i żywiła tak silne, tak gorące zainteresowanie dla jego spraw, że było rzeczą cudowną, ale i nieco poniżającą przysłuchiwać się jej. Początkowo nie miała odwagi „mówić o Tevershall”, jak to nazywała. Ale gdy raz zaczęła, szło już dobrze. Clifford starał się podchwytywać materiał i znajdował go mnóstwo. Connie rozumiała, że jego tak zwany talent na tym właśnie polegał: na wybitnym uzdolnieniu do osobistych plotek, rozumnym i najwidoczniej obiektywnym. Pani Bolton zapalała się oczywiście bardzo, „mówiąc o Tevershall”. Tak, była naprawdę przejęta. Dziwne to, ile rzeczy się działo i o ilu ona wiedziała. Mogłaby nagadać dziesiątki tomów.
Connie, przysłuchując się, była zainteresowana, ale potem doznawała zawsze lekkiego zawstydzenia. Nie powinna była przysłuchiwać się z takim dziwnym, porywczym zaciekawieniem. Ostatecznie można słuchać najtajemniejszych spraw innych ludzi, ale tylko w sensie szacunku dla owego zmagającego się, uciśnionego przez los tworu, jakim jest każda dusza człowiecza, w sensie szlachetnego, rozumnego współczucia. Gdyż i satyra jest rodzajem współczucia. Tym, co naprawdę charakteryzuje nasze życie, jest sposób, w jaki współczucie nasze ujawnia się i cofa. I na tym polega olbrzymie znaczenie powieści, jeśli się ją we właściwy sposób uprawia. Może ona dawać nową wiedzę i kierować prąd naszego współczucia w nowe miejsca, może odwracać nasze współczucie ze wstrętem od rzeczy, które są obumarłe. Dlatego powieść, gdy się ją we właściwy sposób uprawia, może odsłaniać najtajniejsze źródła życia, gdyż przede wszystkim w namiętnych, tajemnych miejscach życia winny się wznosić i opadać fale zdolnej do odczuwania świadomości, zawsze działając oczyszczająco i orzeźwiająco.
Ale powieść, podobnie jak plotka, może też wzbudzać przejściowe sympatie i antypatie, mechaniczne, śmiertelne dla duszy. Powieść może upiększać najgorsze uczucia, póki są konwencjonalnie „czyste”. I wówczas powieść, podobnie jak plotka, staje się wreszcie występna i — podobnie jak plotka — tym bardziej występna, że zawsze staje ostentacyjnie po stronie aniołów. Plotka pani Bolton stawała zawsze po stronie aniołów. „A on był takim podłym mężczyzną, a ona była taką piękną kobietą”. Podczas gdy Connie nawet z samej plotki pani Bolton mogła się przekonać, że kobieta była tylko obdarzona niejaką elokwencją, zaś mężczyzna odznaczał się popędliwą uczciwością. Ale przy występnym, konwencjonalnym skanalizowaniu sympatii przez panią Bolton popędliwa uczciwość dawała w rezultacie „podłego mężczyznę”, a gadulstwo „piękną kobietę”.
Dlatego to plotka jej była poniżająca. I z tego samego powodu powieści, zwłaszcza popularne, są także poniżające. Publiczność odpowiada dziś tylko na apel do własnych występków.
Tym niemniej można było z opowiadań pani Bolton powziąć wyobrażenie o Tevershall. Wieś wydawała się straszliwym, pieniącym się kłębowiskiem szpetnego życia, bynajmniej nie płytka i monotonna, jak wyglądała na pozór. Clifford znał oczywiście z widzenia większość ludzi, o których mówiła pani Bolton, Connie tylko nielicznych. Ale przypominało to naprawdę raczej dżunglę Afryki Środkowej niżeli wieś angielską51.
Clifford począł z jej opowiadań nabierać nowego pojęcia o swojej wsi. Budziła w nim ona zawsze lęk, uważał go jednak za mniej lub bardziej uzasadniony. Ale teraz —?
— Czy wiele jest wśród ludu socjalizmu, bolszewizmu? — zapytał.
— O! — odpowiedziała Pani Bolton. — Jest kilku krzykaczy. Ale przeważnie są to kobiety, które popadły w długi. Mężczyźni nie troszczą się o to. Nie sądzę, żeby z naszych tevershallczyków można było zrobić komunistów. Za przyzwoici są na to. Młodzi wierzgają co prawda czasami. Nie znaczy to jednak, żeby im na tym naprawdę zależało. Chcą mieć tylko trochę pieniędzy w kieszeni, żeby je przepuszczać w Domu Ludowym albo w Sheffield. To jedyna rzecz, na której im zależy. Tylko wtedy, gdy nie mają pieniędzy, słuchają podszeptów czerwonych. W rzeczywistości jednak nikt w to nie wierzy.
— Więc sądzi pani, że nie ma niebezpieczeństwa?
— O nie! Póki dosyć zarabiają, na pewno nie. Ale gdyby jeszcze przez długi czas szło źle, chłopcy mogliby się stać nierozważni. Powiadam panu, że to egoistyczna, chciwa banda. Nie sądzę jednak, żeby kiedykolwiek coś przedsięwzięli. Nie traktują niczego poważnie, poza rozbijaniem się na motocyklach i poza Palais de Dance w Sheffield. Nie można ich namówić do niczego poważnego. Poważniejsi stroją się i chodzą do Palais, aby się pysznić przed jak największą ilością dziewczyn i tańczyć tego nowego charlestona czy Bóg wie co. Jestem pewna, że czasami autobus jest pełen młodzieńców w wieczorowych ubraniach, samych chłopaków z kopalni, jadących do Palais; nie mówiąc już o tych, którzy jadą tam ze swoimi dziewczętami autem albo motocyklem. Nie poświęcają oni ani jednej poważnej myśli niczemu poza wyścigami w Doncaster i Derby: gdyż wszyscy jak jeden mąż robią zakłady przy każdych wyścigach. I piłka nożna! Ale i piłka nożna nie jest już tym samym co dawniej, bynajmniej. Powiadają, że to o wiele za duży wysiłek. Nie, wolą jeździć w sobotę po południu motocyklami do Sheffield albo Nottingham.