I gorliwie poczęła zrywać fioletowe i żółte kwiaty.
— Dość! Dość! — zawołała Connie.
Podeszły do małej furtki ogrodowej.
— Którędy pani idzie? — zapytała pani Flint.
— Przez zagajnik.
— Niech pani zaczeka! O, tak, krowy są jeszcze na jałowcowej łące. Powinny już być w domu. Ale furtka w płocie będzie zamknięta. Będzie pani musiała przejść przez płot.
— To potrafię — rzekła Connie.
— Odprowadzę panią przez łąkę.
Szły przez ubogą, objedzoną przez króliki łąkę. Ptaki śpiewały w lesie dziką, wieczorną pieśń triumfalną. Jakiś człowiek zwoływał ostatnie krowy, które powoli nadchodziły przez usianą ścieżkami zwierzęcymi łąkę.
— Ludzie późno dzisiaj wracają do udoju — rzekła pani Flint surowo. — Wiedzą, że Luke nie powróci przed zmrokiem.