— O wiele lepsza niż u mnie w domu — odpowiedziała Connie zgodnie z prawdą.
— Och! — zawołała pani Fiint, nie wierząc jej oczywiście.
Ale po pewnym czasie Connie wstała wreszcie.
— Muszę już pójść — rzekła. — Mąż mój nie wie, gdzie jestem. Będzie sobie Bóg wie co wyobrażał.
— Nie przyjdzie mu nawet na myśl, że pani mogłaby być tutaj — zawołała pani Flint podniecona. — Każe trąbić na alarm.
— Do widzenia, Józiu — rzekła Connie, całując dziecko i głaszcząc jego rude, kudłate włoski.
Pani Flint z całą gorliwością otworzyła zamknięte i zaryglowane drzwi frontowe. Connie wyszła do małego ogródka przed domem, otoczonego żywopłotem.
Na lewo i prawo była ścieżka ogrodowa, obramowana aksamitnymi, wielkimi pierwiosnkami.
— Jakie cudowne pierwiosnki! — rzekła Connie.
— Niech pani weźmie kilka — rzekła pani Flint.