Jedna Anglia wypierała drugą. Anglia Squire’a Wintera i Wragby Hall przeminęła, umarła. Tylko że to wypieranie nie było jeszcze zupełnie dokonane.
Co nastąpi potem? Connie nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Widziała tylko, jak nowe szeregi domów wysuwały się ku polom, jak nowe zakłady wyrastały przy kopalniach, jak nowe dziewczęta w jedwabnych pończochach chodziły z nowymi chłopakami do Palais albo do Domu Ludowego. Młode pokolenie nie wiedziało już nic o starej Anglii. Była to przerwa w ciągłości świadomości. Było w tym niemal coś amerykańskiego. Co nastąpi potem?
Connie miała stale uczucie, że potem już nic nie nastąpi. Najchętniej byłaby ukryła głowę w piasku, a przynajmniej na piersi żywego mężczyzny.
Świat był tak zawikłany, tak niesamowity i przeraźliwy! Masy ludu były tak liczne i naprawdę tak okropne! Tak rozmyślała, jadąc do domu; widziała górników powracających z szychty, szaro-czarnych, zmordowanych, z jedną łopatką wyższą od drugiej, włóczących po ziemi ciężkie, okute żelazem buty. Podziemne, szare twarze, w których błyskało tylko nieruchomo białko oka, szyje zgarbione od stania w niskich sztolniach, ramiona wygięte. Mężczyźni! Mężczyźni! Tak, pod tym względem cierpliwi i dzielni mężczyźni. Pod innym względem — nieistniejący. Coś, co mężczyźni powinni posiadać, było z nich wytrzebione, było w nich zabite. A jednak byli mężczyznami. Płodzili dzieci. Można im było rodzić dzieci. Okropna, okropna myśl! Byli dobrzy i uprzejmi. Ale byli tylko połową, byli tylko szarą połową istoty ludzkiej. Dotychczas byli „dobrzy”. Ale i to była dobroć ich połowiczności. Co się stanie, gdy martwa połowa zapragnie w nich życia? Ale nie, zbyt strasznym było myśleć o tym. Connie czuła bezgraniczny lęk przed masami przemysłowymi. Wydawały się jej wprost piekielne. Życie, które tak zupełnie nie posiadało piękna, tak zupełnie pozbawione było intuicji, wiecznie „na szychcie”.
Dzieci takich mężczyzn! O Boże, o Boże!
A jednak Mellors pochodził z takiego ojca. Niezupełnie. Czterdzieści lat stanowiło różnicę, zdumiewającą różnicę męskości. Żelazo i węgiel wżarły się głęboko w ciała i dusze tych innych mężczyzn.
Wcielona brzydota, a jednak żyli. Co się z nimi wszystkimi stanie? Może ze zniknięciem węgla znikną oni znowu z powierzchni ziemi. Wynurzyli się tysiącami znikąd, gdy węgiel zawołał ich. Może byli jakąś niesamowitą fauną pokładów węgla. Byli stworzeniami z innej rzeczywistości, elementarnymi istotami służącymi elementowi węgla, jak hutnicy byli elementarnymi istotami służącymi elementowi żelaza. Mężczyźni, którzy nie byli mężczyznami, lecz zwierzętami węgla, żelaza i gliny. Fauna pierwiastków węgla, żelaza, krzemu: istoty elementarne. Miały one może coś z owej niesamowitej, nieludzkiej piękności minerałów, coś z połysku węgla, z ciężkości i błękitu i wytrzymałości żelaza, z przejrzystości kwarcu. Elementarne istoty, niesamowite i bezkształtne, istoty ze świata minerałów! Istoty przynależne do węgla, żelaza, gliny, jak ryby przynależą do wody, a czerwie do butwiejącego drzewa. Wyziewy mineralnego rozkładu!
Connie była rada, że znalazła się znowu w domu, że ukryła głowę w piasku. Rada była nawet, że może znowu pogawędzić z Cliffordem. Bowiem lęk przed Anglią Środkową węgla i żelaza przejął ją dziwnym uczuciem, które przeniknęło ją na wskroś, jak grypa.
— Musiałam oczywiście wypić herbatę w sklepie panny Bentley — rzekła.
— Naprawdę! Winter chciał cię chyba zatrzymać na herbacie?