— Tak postępuje większość kobiet — odpowiedział Michaelis i opanował się szybko — a raczej... tak się o większości kobiet sądzi.

— Nie jest to bynajmniej odpowiednia chwila, aby pana nienawidzić — rzekła Connie stropiona.

— Wiem! Wiem! Tak powinno być! Pani jest dla mnie okropnie dobra... — zawołał Michaelis z przejęciem.

Connie zadawała sobie pytanie, dlaczego czuje się on tak nędznie.

— Może pan siądzie znowu? — zapytała.

Michaelis spojrzał na drzwi.

— Sir Clifford! — rzekł. — Czy on... czy on nie?...

Connie milczała przez chwilę, zastanawiając się.

— Może! — rzekła i spojrzała na niego. — Nie chcę, aby Clifford wiedział... ani nawet podejrzewał. Toby dla niego było takie bolesne! Nie sądzę jednak, aby to było złe. Czy może tak?

— Złe? Miły Boże, nie! Pani jest tak bezgranicznie dobra dla mnie... niemal nie mogę tego znieść.