— Traktują swoje władztwo znacznie poważniej, niż ty swoje szlachectwo — odparł Clifford.
— To mi zostało narzucone. Nie potrzebuję tego wcale — wybuchnęła Connie.
Clifford zahamował pojazd i spojrzał na nią.
— Więc kto unika odpowiedzialności? — zapytał. — Kto stara się ujść przed odpowiedzialnością swego władztwa, jak to nazywasz?
— Przecież ja wcale władztwa nie chcę — zaoponowała Connie.
— Ach! To są wykręty. Otrzymałaś je: było ci przez los przeznaczone. I musisz żyć w odpowiedni sposób. Kto dał górnikom wszystko, co posiadają i co warte jest posiadania, całą ich swobodę polityczną i oświatę, ich urządzenia sanitarne, ich stosunki zdrowotne, ich książki, muzykę, słowem: wszystko? Kto im to darował? Czy górnicy dali to górnikom? Nie! Wszystkie owe Wragby i Shipley w całej Anglii dawały to i nadal muszą dawać. Na tym polega twoja odpowiedzialność.
Connie słuchała i poczerwieniała nagle.
— Chętnie bym im coś darowała — rzekła. — Ale nie jest mi to dane. Wszystko musi być dzisiaj sprzedawane i płacone. A wszystkie te rzeczy, o których mówisz, Wragby i Shipley sprzedają robotnikom z pokaźnym zyskiem. Wszystko się sprzedaje. Nie darowujesz ani jednego uderzenia serca prawdziwej sympatii. A poza tym, kto zabrał ludowi jego naturalne życie i jego człowieczeństwo, dając mu w zamian tę przemysłową ohydę? Kto to uczynił?
— Więc cóż mam robić? — zapytał Clifford, zieleniejąc. — Wezwać ich, żeby przyszli do mnie i ograbili mnie?
— Dlaczego Tevershall jest takie brzydkie, takie ohydne? Dlaczego życie tych ludzi jest takie beznadziejne?