— Kochałeś go?

— Tak! Kochałem go.

— A on ciebie kochał?

— Tak! W pewnym sensie kochał mnie.

— Opowiedz mi o nim.

— Cóż tu można opowiedzieć? Doszedł do swego stopnia od zwykłego żołnierza. Kochał wojsko. I nigdy się nie ożenił. Był o dwadzieścia lat starszy ode mnie, był bardzo inteligentnym człowiekiem, a w wojsku żył w odosobnieniu, jak to zwykle taki człowiek. Namiętny człowiek w swoim rodzaju i bardzo dzielny oficer. Gdy byłem z nim, żyłem pod jego urokiem. Pozwalałem mu, że tak powiem, kierować swoim życiem, i nigdy tego nie żałowałem.

— Czy bardzo byłeś przejęty, kiedy umarł?

— Ja sam byłem prawie tak samo bliski śmierci. A kiedy potem wyzdrowiałem, wiedziałem, że znowu straciłem cząstkę swojej istoty. Ale wiedziałem też zawsze, że to się skończy śmiercią. Wszystko, co nas dotyczy, tak się kończy.

Connie siedziała i zastanawiała się. Na dworze huknął grzmot. Byli niby w małej arce podczas potopu.

— Wiele rzeczy masz widocznie za sobą — rzekła Connie.