— Ale dlaczego? Jest przecież taka ładna!
Leśniczy nie odpowiedział. Kręcił się po pokoju i spokojnymi, niejako nieuchronnymi ruchami przygotowywał wszystko na noc. Zewnętrznie był zagniewany, ale nie na nią. To Connie czuła. A gniew nadawał mu szczególnie ładny wygląd, było w nim jakieś wewnętrzne zamknięcie, jakiś blask, który podniecał ją głęboko i sprawiał, że członki jej mdlały.
Ale on nie zwracał na nią uwagi.
Wreszcie usiadł i począł rozsznurowywać trzewiki. Spojrzał na nią spod brwi, na których ciągle jeszcze wisiał gniew.
— Nie pódziesz na wierch? — zapytał. —Tam jest świecka.
Ruchem głowy wskazał świecę, palącą się na stole.
Connie wzięła ją posłusznie, a on obserwował pełną krągłość jej bioder, kiedy wchodziła po pierwszych stopniach.
Była to noc zmysłowej namiętności, a Connie czuła się nieco przerażona, prawie niechętna: a jednak aż do głębi przeniknięta wzburzającym dreszczem zmysłowości, innym, ostrzejszym, przeraźliwszym niżeli dreszcz czułości, ale w tej chwili bardziej pożądanym. Choć zalękniona nieco, folgowała jego woli, a niezatroskana, nieznająca wstydu zmysłowość wstrząsała nią aż do rdzenia duszy, rozbierała ją aż do absolutnej nagości, czyniła z niej inną kobietę. Nie była to prawdziwa miłość. Nie była to rozkosz. Była to zmysłowość, ostra i piekąca jak ogień, zmysłowość, w której dusza spalała się na popiół.
W zmysłowości tej spalał się cały wstyd, ów najgłębszy, najstarszy wstyd najtajemniejszych miejsc. Connie musiała się przezwyciężać, aby pozwolić mu robić ze sobą wszystko, co chciał. Musiała się stać bierną, powolną istotą, jak niewolnica, fizyczna niewolnica. Ale namiętność opętała ją i trawiła, a gdy zmysłowy płomień przeniknął przez jej trzewia i piersi, zdawało się jej naprawdę, że musi umrzeć: ale gorącą, cudowną śmiercią.
Nieraz zadawała sobie pytanie, co miał na myśli Abelard83, mówiąc, że w czasie swego roku miłości on i Heloiza przebiegli wszystkie stadia i wysubtelnienia namiętności. To samo zupełnie przed tysiącem lat, to samo przed dziesięciu tysiącami lat! To samo na wazach greckich, wszędzie! Wysubtelnienie namiętności, wyuzdanie zmysłów! Konieczne, wieczyście konieczne, aby spalić fałszywy wstyd i wytopić do czysta najcięższą rudę ciała. Ogniem niezmąconej zmysłowości.