— Nie daj mi długo czekać jutro rano, Connie!
— Nie, nie. Dobranoc.
Auto wyjechało wolno na szosę i oddaliło się szybko, pozostawiając za sobą noc i milczenie.
Connie lękliwie ujęła jego ramię i ruszyli razem z powrotem. Mellors nie mówił nic. Wreszcie zmusiła go do zatrzymania się.
— Pocałuj mnie! — szepnęła.
— Nie, dockaj chwilecka! Daj mi przódzi zdziebko łochłonońć! — rzekł Mellors.
Ubawiło ją to. Ciągle jeszcze trzymała jego ramię, szli szybko i milcząco. Była tak rada, że właśnie teraz znajduje się przy nim! Wzdrygała się na myśl, że Hilda mogła ją ostatecznie oderwać od niego. Leśniczy był niezbadanie milczący.
Kiedy znaleźli się znowu w leśniczówce, Connie skakała niemal z radości, że się pozbyli siostry.
— Okropny byłeś jednak dla Hildy — rzekła.
— Noleżały jej sie przeca roz porzondne baty.