Posiadamy olbrzymią ludność przemysłową, którą trzeba wykarmić, i dlatego to przeklęte widowisko musi być w jakiś sposób utrzymywane przy życiu. Kobiety mówią dzisiaj o wiele więcej od mężczyzn i są znacznie zuchwalsze. Mężczyźni są gnuśni, czują grożącą zagładę, a wałęsają się, jakby na to nic nie można było zaradzić. W każdym razie, mimo całej gadaniny, nikt nie wie, co należałoby robić. Młodzi stają się bezczelni, ponieważ nie mają pieniędzy na wydatki. Całe ich życie uzależnione jest od wydawania pieniędzy, a teraz nie mają ich. To jest nasza cywilizacja, nasza kultura: wychowuje się masy w tym kierunku, aby były wyłącznie uzależnione od wydawania pieniędzy, a potem wydawanie pieniędzy nagle ustaje. Kopalnie pracują dwa, dwa i pół dnia w tygodniu, a i na zimę nie ma widoków poprawy. Oznacza to, że człowiek musi utrzymać swoją rodzinę za dwadzieścia pięć lub trzydzieści szylingów tygodniowo. Kobiety są najzuchwalsze. Ale i one uzależnione są dzisiaj od wydawania pieniędzy.

Gdybyż im można powiedzieć, że żyć a wydawać pieniądze to nie to samo! Ale to nie ma sensu. Gdyby przynajmniej byli wychowani do życia, a nie do zarabiania i wydawania pieniędzy, mogliby być bardzo szczęśliwi, obywając się dwudziestoma pięcioma szylingami. Gdyby mężczyźni nosili barwne stroje z krótkimi spodniami, jak to mówiłem, nie myśleliby tyle o pieniądzach. Gdyby umieli tańczyć i skakać i śpiewać, i paradować dumnie, i nosić się okazale, mogliby sobie radzić bardzo małą gotówką. I mogliby się radować swymi kobietami, a kobiety nimi. Musieliby się nauczyć być nagimi i okazałymi i śpiewać razem, i tańczyć stare tańce grupowe, i rzeźbić krzesła, na których siedzą, i tkać swoje własne emblematy. Wtedy nie potrzebowaliby pieniędzy. A to jest jedyna droga rozwiązania kwestii przemysłowej: wychować ludzi w tym kierunku, aby byli zdolni żyć, żyć przyzwoicie i z wdziękiem, i nie potrzebowali do tego wydawać wiele pieniędzy. Ale to się nie da przeprowadzić. Dzisiaj istnieją tylko jednotorowe umysły. Masy ludowe nie powinny nawet próbować myśleć, ponieważ nie umieją myśleć. Powinny być żywe i radosne i czcić wielkiego boga, greckiego Pana. Jest to jedyny bóg dla mas, na wieki. Nieliczni mogą się — jeśli chcą — poświęcić wyższym kultom. Ale masy powinny zawsze pozostać pogańskie.

Górnicy nie są jednak pogańscy, bynajmniej. Smutne to jest zbiorowisko, obumarła zgraja ludzi, martwa dla kobiet, martwa dla życia. Młodzi pędzą z dziewczynami na motocyklach i tańczą przy jazzie, jeżeli mają sposobność. Ale są zupełnie martwi i potrzebują do tego pieniędzy. Pieniądze zatruwają człowieka, kiedy je ma, a każą mu umrzeć z głodu, kiedy ich nie ma.

Jestem przekonany, że już Ci z tego wszystkiego niedobrze. Ale nie chcę mówić ciągle o sobie, zwłaszcza, że w moim życiu nic się nie dzieje. Nie chcę też za wiele rozmyślać o Tobie, bo wtedy tylko oboje popadamy w zamęt. Oczywiście jednak żyję teraz po to tylko, żebyśmy w przyszłości mogli żyć oboje razem. W istocie boję się. Czuję diabła w powietrzu, będzie on próbował dostać nas w swoje szpony. A raczej nie diabeł, lecz Mammon: ostatecznie jest on, jak sądzę, tylko masową wolą ludzi, łaknących pieniędzy i nienawidzących życia. W każdym razie czuję w powietrzu wielkie, chwytające ręce, które każdego, kto próbuje żyć, żyć poza obrębem pieniądza, łapią za gardło i grożą, że wycisną z niego życie. Nadchodzą złe czasy. Złe czasy nadchodzą, ludzie, złe czasy nadchodzą! Jeżeli tak dalej pójdzie, to dla tych mas przemysłowych przyszłość kryje w sobie tylko śmierć i zniszczenie. Niekiedy czuję wewnętrzne osłabienie. I jeszcze jesteś Ty, i chcesz mieć ze mną dziecko. Ale to nic. Wszystkie złe czasy, jakie były kiedykolwiek, nie zdołały zniweczyć kwiatu szafranu; ani nawet miłości kobiety. Nie zdołają więc także zniweczyć mojego pożądania dla Ciebie ani tej odrobiny żaru, jaka jest między Tobą a mną. Na przyszły rok będziemy razem. A chociaż się lękam, wierzę jednak, że będziesz ze mną. Mężczyzna musi bronić swojej skóry i radzić sobie, jak może, ale musi ufać w coś poza sobą. Nie można się ubezpieczyć przed przyszłością inaczej, jak tylko wierząc naprawdę w najlepszą cząstkę siebie samego i w jakąś moc poza sobą. Wierzę więc w mały płomień pomiędzy nami. Dla mnie jest to teraz jedyna rzecz na świecie. Nie mam przyjaciół, nie mam prawdziwych przyjaciół. Tylko Ciebie. A ten mały płomień jest teraz wszystkim, na czym mi w życiu zależy. Jest jeszcze co prawda dziecko, ale ono jest tylko zjawiskiem ubocznym. Ten zygzakowaty płomień pomiędzy Tobą a mną — to moje Zielone Świątki. Dawne Zielone Świątki nie były zupełnie właściwe. Ja i Bóg, to trochę za wzniosłe. Ale ten mały, zygzakowaty płomień pomiędzy Tobą a mną: tak, to właśnie to! Przy tobie wytrwam, i wytrwam przy tym płomieniu, a żaden Clifford ani żadna Berta, ani żadne towarzystwo górnicze, ani rząd, ani nawet zaprzedane pieniądzowi masy ludzkie nie przeszkodzą mi w tym.

Oto powód, dla którego w istocie niechętnie o Tobie rozmyślam. Torturuje mnie to tylko, a Tobie nie pomaga. Nie chcę, abyś była daleko ode mnie. Ale kiedy się staję niecierpliwy, coś więdnie. Cierpliwości, zawsze cierpliwości! To jest moja czterdziesta zima, a nie mogę ponosić odpowiedzialności za te wszystkie zimy, które były. Ale tej zimy muszę wytrwać przy swoim małym płomieniu Zielonych Świątek i mieć trochę spokoju. I nie pozwolę, aby oddech ludzi zdmuchnął ten płomień. Wierzę w wyższe misterium, które nie dopuszcza nawet do zniweczenia kwiatu szafranu. I jeśli nawet Ty jesteś w Szkocji, a ja w Midlands i nie mogę objąć cię ramionami ani owinąć nogami, to jednak mam coś z ciebie. Moja dusza delikatnie trzepocze w małym płomieniu Zielonych Świątek z tobą, i to jest jak spokój ruchania107. Spółkowaliśmy ze sobą, aby zaistniał płomień. Nawet kwiaty są ruchane, by zaistniały między słońcem a ziemią. Ale to delikatna sprawa, wymaga cierpliwości i długiej pauzy.

Więc teraz kocham czystość, bo to jest spokój, który przychodzi ze spółkowania. Teraz kocham być czystym. Kocham to tak, jak przebiśniegi kochają śnieg. Kocham tę czystość, która jest pauzą w spokoju naszego obłapiania, między nami teraz jak przebiśnieg rozwidlonego białego ognia. A kiedy nadejdzie prawdziwa wiosna, kiedy nadejdzie przyciąganie, wtedy będziemy mogli ruchać mały płomień błyszczący i żółty, błyszczący. Ale nie teraz, jeszcze nie! Teraz jest czas, aby być czystym, tak dobrze jest być czystym, jak rzeka chłodnej wody w mojej duszy. Kocham czystość teraz, gdy płynie między nami. Jest jak świeża woda i deszcz. Jak mężczyźni mogą chcieć tak męcząco flirtować? Jaką nędzą jest Don Juan, jak impotentny, by ruchać się się w pokoju, gdy mały płomień płonie, jak impotentny i niezdolny, by być czystym w chłodnych chwilach pauz, jak przejście przez rzekę.

Cóż, tyle słów, ponieważ nie mogę Cię dotknąć. Gdybym mógł spać z tobą w ramionach, atrament mógłby zostać w butelce. Moglibyśmy być razem czyści, tak jak możemy się kochać. Ale musimy być przez jakiś czas osobno i sądzę, że to naprawdę mądrzejsze wyjście. Gdyby tylko mieć pewność.

Nieważne, nieważne, nie będziemy się tym zadręczać. Ufajmy małemu płomieniowi i bezimiennemu mu bogu, który chroni go przed zgaszeniem. Naprawdę, tak wiele z Ciebie jest przy mnie, iż wielka to szkoda, że nie jesteś przy mnie cała.

Nie martw się o Sir Clifforda. Jeżeli nie masz od niego wiadomości, nie przejmuj się tym. Naprawdę nie może Ci nic zrobić. Czekaj cierpliwie, będzie się chciał Ciebie w końcu pozbyć, będzie Cię chciał odtrącić. A jeżeli tego nawet nie zrobi, uda nam się jakoś trzymać się od niego z daleka. Ale on to zrobi. Ostatecznie będzie Cię chciał jednak wypluć z siebie jako rzecz plugawą i nieczystą.

A teraz trudno mi zakończyć ten list do Ciebie.