— Z tamtym panem! Jest to pan Mellors, a ja go kocham. Sir Clifford wie o tym. Ale niech pani nikomu nie piśnie ani słówka. A jeśli będzie pani kiedyś zdania, że Sir Clifford jest może skłonny rozwieść się ze mną, niech mi pani da znać, dobrze? Pragnęłabym bardzo być legalną żoną człowieka, którego kocham.
— Wierzę jaśnie pani. O, może mi pani zaufać. Będę wierna Sir Cliffordowi i będę wierna pani, gdyż widzę wyraźnie, że pani ma rację na swój sposób, a on na swój.
— Dziękuję pani! I jeżeli można, chciałabym pani tę drobnostkę podarować... można?...
Opuściła więc ponownie Wragby i pojechała z Hildą do Szkocji. Mellors wyjechał na wieś i dostał pracę w jakimś dworze. Zamiarem ich było przy tym, aby on starał się nadal o rozwód, bez względu na to, czy Connie dostanie rozwód czy nie. Przez sześć miesięcy miał pracować w majątku, aby on i Connie mogli w razie potrzeby nabyć także mały folwarczek, gdzie Mellors mógłby wyładować swoje siły. Gdyż jakąś pracę będzie musiał mieć, nawet twardą pracę, i będzie musiał zarabiać na swoje utrzymanie, jeżeli nawet kapitał Connie ułatwi im początek.
Będą więc musieli czekać do wiosny, aż się urodzi dziecko, a potem znowu, aż nadejdzie wczesne lato.
The Grange Farm Old Heanor 29 września.
Nająłem się tutaj do pracy, ponieważ znałem z wojska Richardsa, inżyniera Towarzystwa. Nie jest to majątek prywatny, lecz folwark, należący do Towarzystwa Górniczego Butler and Smitham i dostarczający im siana i owsa dla koników kopalnianych. Ale Towarzystwo hoduje tu świnie i krowy, i inny żywy inwentarz. Dostaję trzydzieści szylingów tygodniowo jako robotnik rolny. Zarządca Rowley daje mi jak najwięcej rozmaitej pracy, abym się do najbliższej Wielkanocy jak najwięcej nauczył. O Bercie nie mam żadnych wiadomości. Nie wiem, dlaczego się nie zjawiła na rozprawę rozwodową, nie wiem też, gdzie ona jest ani co zamierza. Domyślam się jednak, że jeżeli się będę do marca zachowywał cicho, to będę wolny. I Ty nie trap się o Sir Clifforda. Nadejdzie dzień, kiedy będzie się chciał od Ciebie uwolnić. Jeżeli Ci chwilowo daje spokój, to już wiele.
Znalazłem sobie mieszkanie w małym, starym domku, bardzo przyzwoite. Gospodarz mój jest maszynistą kolejowym w High Park, wysokim, brodatym mężczyzną. Żona jego jest kobietką o ptasim wyglądzie, rozmiłowaną we wszystkim, co wzniosłe, w wytwornej wymowie i powtarzającą stale „Pozwoli pan!” Ale stracili jedynego syna na wojnie, co ich złamało. Jest tam jeszcze wyrośnięta, niezdarna córka, która przygotowuje się do egzaminu nauczycielskiego. Pomagam jej niekiedy w nauce, stanowimy więc poniekąd rodzinę. Są to bardzo przyzwoici ludzie, dla mnie niezmiernie dobrzy. Przypuszczam, że jestem tu bardziej rozpieszczany niż Ty.
Zawód rolnika podoba mi się bardzo. Nie jest on uduchowiony, ale ja też nie wymagam uduchowienia. Do koni jestem przyzwyczajony, a krowy, chociaż są bardzo kobiece, wywierają na mnie kojący wpływ. Gdy siedzę, oparty głową o ich bok i doję, czuję się przeniknięty otuchą. Mamy tu sześć pięknych okazów herefordzkich. Żniwa skończyły się właśnie, a sprawiły mi wielką przyjemność, mimo poranionych rąk i ciągłego deszczu. Nie troszczę się wiele o ludzi, ale żyję z nimi zupełnie dobrze. Większość rzeczy po prostu się ignoruje.
W kopalniach kiepsko się dzieje; jest to podobny okręg węglowy jak Tevershall, tylko ładniejszy. Siedzę czasami w „Welingtonie” i rozmawiam z ludźmi. Mają dość tematów do sarkania, ale nie zmienią nic. Jak to wszyscy mówią, górnicy z Nottinghamshire i Derbyshire mają serca na właściwych miejscach. Ale reszta ich anatomii musi być na zupełnie niewłaściwym miejscu w tym świecie, który nie ma dla nich zastosowania. Lubię ich, ale nie rozweselają mnie wcale. Za mało w nich jest dawnego ducha bojowego. Mówią ciągle o upaństwowieniu: upaństwowienie koncesji górniczych, upaństwowienie całego przemysłu. Ale nie można upaństwowić węgla, a pozostałe przemysły pozostawić bez zmiany. Mówią o tym, żeby zastosować węgiel do nowych celów, jak to próbował Sir Clifford. Może się to uda zaprowadzić gdzieniegdzie, ale sądzę, że nie wszędzie. Cokolwiek się wytwarza, trzeba to sprzedawać. Ludzie są tu bardzo apatyczni. Czują, że cały ten przeklęty kram skazany jest na zagładę, a ja myślę, że tak jest naprawdę. A tym samym i oni skazani są na zagładę. Kilku młodych ma ciągle w pysku Sowiety, ale nie mają wielkiej siły przekonywującej. Brak tu w ogóle silnego przekonania w stosunku do czegokolwiek poza tym, że wszystko to jest chaosem i bagniskiem. Nawet przy Sowietach trzeba by jeszcze sprzedawać węgiel: i na tym właśnie polega trudność.