— Więc mimo wszystko nie chcesz się ze mną rozwieść? — zapytała Connie. — Możesz użyć Duncana jako pretekstu. Nie ma potrzeby wciągać w to prawdziwego nazwiska. Duncan nic sobie z tego nie robi.

Ja się z tobą nigdy nie rozwiodę — rzekł Clifford, jakby wbijał gwóźdź.

— Dlaczego? Dlatego, że ja chcę, żebyś to zrobił?

— Dlatego, że idę za swymi skłonnościami, a nie jestem skłonny tego uczynić.

Wszystko było bezcelowe. Connie weszła na górę i opowiedziała Hildzie o wyniku rozmowy.

— Postaraj się lepiej wyjechać stąd jutro — rzekła Hilda — i daj mu czas na opamiętanie się.

Connie spędziła więc pół nocy na pakowaniu swoich osobistych rzeczy. Rano, nie mówiąc o tym Cliffordowi, kazała odesłać swoje walizy na dworzec. Postanowiła zobaczyć się z nim tylko, żeby go przed obiadem pożegnać.

Ale pomówiła z panią Bolton.

— Muszę się z panią pożegnać, pani Bolton, wie pani, dlaczego. Ale mogę pani chyba zaufać, że nie będzie pani o tym mówiła?

— O, może mi jaśnie pani zaufać, choć jest to naprawdę smutny i bolesny cios dla nas wszystkich. Mam jednak nadzieję, że będzie pani z tamtym panem szczęśliwa.