— Nie! Możesz iść, dokąd chcesz, ale ja się z tobą nie rozwiodę — odpowiedział Clifford idiotycznie.

— Dlaczego?

Clifford milczał, milczeniem głupkowatego uporu.

— Więc uznasz dziecko wobec prawa za swoje i pozwolisz, aby zostało twoim dziedzicem? — zapytała Connie.

— Dziecko mnie nie obchodzi.

— A jeżeli to będzie chłopiec, stanie się on prawnie twoim synem, odziedziczy twój tytuł i będzie posiadał Wragby.

— To mnie nie obchodzi.

— Ale musi cię obchodzić. Jeżeli będę mogła, zapobiegnę temu, aby dziecko zostało prawnie uznane za twoje. Wolę, aby było nielegalne i moje, jeżeli nie może być dzieckiem Mellorsa.

— Rób, jak chcesz.

Był niewzruszony.