— Dlaczego? Dlaczego nie możesz? — zawołał Michaelis. — Po sześciu miesiącach nie będzie wcale wiedział, że cię nie ma. On nie wie, że istnieje jeszcze ktoś prócz niego. Ten człowiek, o ile widzę, nie wie w ogóle, co z tobą począć; jest zupełnie zaabsorbowany sobą samym.
Connie czuła, że w słowach tych była prawda. Ale czuła też, że to, co robił Mick, bynajmniej nie mogło uchodzić za przejaw bezinteresowności.
— Czyż nie wszyscy mężczyźni są zaabsorbowani sobą? — zapytała.
— O, mniej więcej, przyznaję. Dla mężczyzny to rzecz konieczna, żeby się przebić przez życie. Ale nie o to idzie. Idzie o to, co mężczyzna może zaofiarować kobiecie. Czy może jej dać dobre życie czy nie? Jeżeli nie, nie ma do kobiety prawa... — Urwał i spojrzał na nią niemal hipnotycznie okrągłymi, brunatnymi oczyma. — Otóż, jestem zdania — dodał — że potrafię zaofiarować kobiecie najlepsze życie, jakiego może zapragnąć. Sądzę, że mogę za siebie ręczyć.
— A jaki to rodzaj dobrego życia? — zapytała Connie, patrząc na niego ciągle z jakimś zdziwieniem, które sprawiało wrażenie zachwytu; a przy tym ciągle jeszcze nie czuła nic.
— Wszelki rodzaj dobrego życia, do licha, wszelki rodzaj! Stroje, klejnoty do pewnych granic, nocne lokale, ile zapragniesz, poznawanie każdego człowieka, którego poznać zechcesz, udział we wszystkim... podróże, odgrywanie jakiejś roli, gdziekolwiek przyjdziesz... Do licha, wszelki rodzaj dobrego życia.
Mówił z błyskotliwym triumfem, a Connie spoglądała na niego zmieszana i naprawdę nie czuła nic. Zaledwie powierzchnia jej duszy została podrażniona pociągającymi widokami, jakie jej ofiarowywał. Zaledwie jej najzewnętrzniejsze „ja”, które kiedykolwiek indziej byłoby zadrżało z zachwytu, odpowiadało na to. Nie budziło się w niej najmniejsze uczucie, nie mogła „szaleć”. Siedziała po prostu na miejscu, utkwiwszy wzrok przed siebie, patrzała i nie czuła nic, jedynie dochodziła ją skądsiś niezwykle niemiła woń psiej bogini.
Mick siedział jak na szpilkach, przechylony na krześle, wlepiając w nią wzrok niemal histerycznie: trudno było zadecydować, czy z próżności oczekiwał jej „tak”, czy też przejęty był lękiem, obawą, że ona mogłaby powiedzieć „tak”!
— Muszę się nad tym zastanowić — rzekła Connie. — Teraz nie mogę ci nic powiedzieć. Może wydaje się, jakoby Clifford nie wchodził w rachubę, ale on wchodzi w rachubę. Jeżeli się zastanowisz, jaki on jest bezradny...
— A, do licha! Jeżeli człowiek ma ciągnąć korzyści ze swojej bezradności, mógłbym ci zacząć opowiadać, jaki ja jestem samotny, i zawsze byłem, i te wszystkie inne brednie o męczarniach duchowych! Do licha! Jeżeli mężczyzna działa pociągająco tylko przez swoją ułomność...