— Moim zdaniem jesteś cudowna — rzekła do Connie. — Uczyniłaś cuda dla Clifforda. Nigdy nie potrafiłam w nim dostrzec drzemiącego geniuszu, a oto nagle stał się przedmiotem powszechnego zachwytu.

Ciotka Ewa była zarozumiale dumna z powodzenia Clifforda. Znowu listek wawrzynu dla rodziny! A przy tym książki jego zupełnie jej nie obchodziły, bo i dlaczego?

— O, nie sądzę, abym się do tego przyczyniła — odpowiedziała Connie.

— Owszem! Nikt inny nie mógł tego sprawić. A mnie się zdaje, że ty sama niewiele masz z tego.

— Pod jakim względem?

— Zastanów się tylko, jak ty jesteś zamknięta. Powiedziałam Cliffordowi: Jeżeli to dziecko zbuntuje się, będziesz mógł podziękować sobie samemu!

— Ależ Clifford niczego mi nigdy nie broni — rzekła Connie.

— Spójrz na mnie, moje dziecko... — I Lady Bennerley położyła rękę na ramieniu Connie. — Kobieta musi przeżyć swoje życie albo pokutować, że go nie przeżyła. Wierz mi!

I popiła znowu brandy, która była może jej formą pokuty.

— Przecież ja przeżywam swoje życie!