— A co będzie potem? — zapytał Clifford.
— Nie mam najmniejszego pojęcia, ale przypuszczam, że nic — odparła stara pani.
— Connie mówi, że ludzie niby obłoki dymu, Olive twierdzi, że wyjałowione kobiety i niemowlęta w butelkach, Dukes zaś powiada, że phallus będzie mostem do tego, co nastąpi. Rad bym wiedzieć, co to będzie naprawdę — rzekł Clifford.
— O, nie łamcie sobie głowy. Zastanówmy się lepiej, jak sobie radzić z życiem dzisiejszym — zawołała Olive. — Pośpieszcie się tylko z butelkami do wylęgania i uwolnijcie nas biedne kobiety.
— Może w następnej fazie będą nawet istnieli prawdziwi mężczyźni — rzekł Tommy. — Prawdziwi, inteligentni, zdrowi mężczyźni i zdrowe, piękne kobiety! Czy nie byłaby to odmiana? Olbrzymia zmiana w porównaniu z nami? My nie jesteśmy mężczyznami, a kobiety nie są kobietami. Jesteśmy tylko pracującymi mózgowo figurantami, mechanicznymi i intelektualnymi eksperymentami. Może nastąpi nawet cywilizacja prawdziwych mężczyzn i kobiet po nas, zadzierającej nosa hałastrze o inteligencji siedmiolatków. Byłoby to jeszcze bardziej zdumiewające niż ludzie z dymu i niemowlęta w butelkach.
— O, kiedy ludzie zaczynają mówić o prawdziwych kobietach, ja ustępuję — rzekła Olive.
— Bez wątpienia nic poza duchem nie jest w nas godne posiadania — rzekł Winterslow.
— Duch! — zawołał Jack i wypił whisky z wodą sodową.
— Sądzisz? Daj mi zmartwychwstanie ciała! — rzekł Dukes. — Ale przyjdzie ono z czasem, gdy odsuniemy trochę na bok kamień mózgowy i pieniądz, i resztę. Wówczas dożyjemy demokracji ludzkiego kontaktu zamiast demokracji kieszeni.
Jakieś echo wołało w Connie: „Daj mi demokrację kontaktu, daj mi odrodzenie ciała!” Nie rozumiała zupełnie, co to znaczyło, ale pocieszało ją to, jak niekiedy pocieszają rzeczy niezrozumiałe.