— Niestety nie.

— W takim razie zabiorę ją do Londynu, gdzie znam lekarza, któremu można zaufać.

Clifford wrzał z gniewu, ale nie odpowiedział.

— Sądzę, że mogę pozostać tutaj przez noc — rzekła Hilda, wciągając rękawiczki. — A jutro zawiozę ją do miasta.

Clifford pożółkł jeszcze bardziej z wściekłości, a wieczorem nawet białka jego oczu były żółtawe. Żółć jego została zaatakowana. Ale Hilda była niezmiennie skromna i dziewczęca.

— Powinieneś mieć pielęgniarkę albo kogoś, kto troszczyłby się o twoją osobę. Właściwie potrzebny ci jest służący — rzekła Hilda, gdy niezmiernie spokojnie siedzieli wszyscy po kolacji przy kawie. Mówiła cicho, na pozór łagodnie, ale Clifford miał wrażenie, jakby go waliła maczugą po głowie.

— Sądzisz? — odpowiedział chłodno.

— Jestem przekonana! To rzecz konieczna. Albo to, albo ojciec i ja musimy zabrać stąd Connie na kilka miesięcy. Tak dłużej być nie może.

— Co nie może być dłużej?

— Czy nie przyjrzałeś się temu dziecku? — zapytała Hilda, spoglądając mu pełnym wzrokiem w twarz.