— Naturalnie, naturalnie, toby zupełnie zrujnowało Lady Chatterley! Szczęście, że ma siostrę, która mogła przyjechać i dopomóc jej. Mężczyźni nigdy nie myślą: czy to ci na górze, czy na dole; wszystko, co kobieta robi dla nich, uważają za rzecz naturalną. O, górnikom nieraz już mówiłam otwarcie swoje zdanie o tym. Ale wie pani, ciężki to los dla Sir Clifforda, być tak na całe życie sparaliżowanym. Chatterleyowie byli zawsze bardzo dumną rodziną, byli o sobie wielkiego zdania i mieli prawo po temu. A potem doznać takiego upadku! Bardzo to wielki cios dla Lady Chatterley, może dla niej najcięższy. Iluż rzeczy musi się wyrzec! Ja miałam Teda tylko przez trzy lata. Ale daję słowo, przez ten czas, co go miałam, miałam w nim męża, którego nie potrafię zapomnieć. Wesoły był jak słoneczny dzień, tacy to się rodzą jeden na tysiąc. Któż by kiedy pomyślał, że on w ten sposób zginie! Jeszcze dzisiaj nie mogę w to naprawdę uwierzyć, nigdy w to naprawdę nie wierzyłam, chociaż obmywałam go własnymi rękoma. Ale dla mnie on nigdy nie był martwy, nigdy! Nigdy się z tym zupełnie nie pogodziłam.
Był to nowy głos we Wragby, zupełnie nowy głos dla Connie; budził w niej nowe ucho.
Podczas pierwszego miesiąca pani Bolton zachowywała się we Wragby bardzo cicho; opuściła ją zwykła pewność siebie i żądza rozkazywania, stała się bardzo nerwowa. W stosunku do Clifforda była wprost lękliwa, niemal zastraszona, i milcząca. Podobało mu się to, a niebawem odzyskał zupełnie równowagę i pozwalał sobie usługiwać, jej samej prawie nie dostrzegając.
— Jest to użyteczne zero — mawiał.
Connie otwierała szeroko oczy ze zdziwienia, ale nie przeczyła mu. Tak odmienne było wrażenie na dwoje różnych ludzi!
Wkrótce począł się Clifford odnosić do pielęgniarki wyniośle, niemal z lordowskim dostojeństwem. Pani Bolton bodajże się tego spodziewała, a on nieświadomie starał się spełnić jej oczekiwania. Jak wrażliwi jesteśmy na to, czego się po nas ludzie spodziewają! Górnicy tak często podobni byli do dzieci, gdy w czasie opatrunków lub pielęgnacji rozmawiali z nią, opowiadając, co im dolega. Napawało ją to zawsze przy usługach, jakie im oddawała, poczuciem wielkości, prawie nadczłowieczeństwa. Clifford budził w niej uczucie, że jest bardzo mała, jak posługaczka, a ona przyjmowała to bez słowa i dostosowywała się do wyższej klasy.
Kiedy mu miała usługiwać, wchodziła zawsze bardzo cicho, z podługowatą, ładną twarzą i opuszczonymi oczyma. I mówiła bardzo pokornie:
— Czy mam teraz zrobić to lub owo, Sir Cliffordzie?
— Nie, niech pani chwilę zaczeka. Powiem pani później, co robić.
— Jak pan rozkaże, Sir Cliffordzie.