Nazajutrz więc Clifford zaproponował panią Bolton, pielęgniarkę gminną z Tevershall. Widocznie pani Betts przypomniała sobie o niej. Pani Bolton zamierzała zrezygnować niebawem ze swojej posady, aby zostać pielęgniarką prywatną. Clifford czuł dziwny lęk przed oddaniem się w ręce obcej osoby, ale ta pani Bolton pielęgnowała go niegdyś, kiedy miał szkarlatynę, więc znał ją.

Siostry odwiedziły natychmiast panią Bolton, która mieszkała w nowym, jak na Tevershall niemal wytwornym domu. Zastały ładną kobietę lat około czterdziestu, w stroju pielęgniarki z białym kołnierzem i białym fartuchem; przyrządzała sobie właśnie herbatę w przeładowanym małym saloniku.

Pani Bolton była niezmiernie uprzejma i ujmująca, wydawała się bardzo miła, mówiła z lekkim zabarwieniem gwarowym, ociężałą, ale czystą angielszczyzną, a ponieważ przez wiele lat wydawała rozkazy chorym górnikom, była o sobie wielkiego zdania i posiadała sporą dozę zarozumiałości. Słowem, w swoim małym zakresie kobieta z klasy panującej i bardzo we wsi poważana.

— Tak, Lady Chatterley wygląda nieszczególnie! Zawsze przecież była taka silna, prawda? Ale przez całą zimę chudła coraz bardziej. O, to trudna sprawa, to trudna sprawa! Biedny Sir Clifford! Ach, ta wojna, ile ona szkody wyrządziła!

I pani Bolton zgodziła się natychmiast jechać do Wragby, jeśli ją doktor Shardlow zwolni. Prawnie powinna jeszcze pozostać na swoim stanowisku pielęgniarki gminnej przez dwa tygodnie, ale może lekarz znajdzie dla niej zastępczynię.

Hilda pośpieszyła natychmiast do doktora Shardlowa i następnej niedzieli pani Bolton zjechała z dwoma kuframi do Wragby. Hilda rozmawiała z nią; panią Bolton można było każdej chwili nakłonić do rozmowy. I wydawała się taka młoda! Jak namiętnie potrafiły się barwić jej tak blade zwykle policzki! Miała czterdzieści siedem lat.

Mąż jej, Ted Bolton, zszedł do grobu przed dwudziestu dwoma laty (dwadzieścia dwa lata było na Boże Narodzenie) i pozostawił ją z dwojgiem dzieci, z których jedno było jeszcze przy piersi. O, to niemowlę, Edyta, wyszła teraz za młodzieńca z firmy Boots Cash Chemists w Sheffield. Druga była nauczycielką w Chesterfield i na niedziele przyjeżdżała do domu, jeżeli nie była zaproszona gdzie indziej. Młodzież bawiła się dzisiaj, miała inne życie niż wówczas, kiedy ona, Ivy Bolton, była młoda.

Ted Bolton miał dwadzieścia osiem lat, kiedy zginął podczas wybuchu w kopalni. Nadsztygar, idący na przodzie, krzyknął na nich, żeby padli na ziemię. Wszyscy padli na czas, tylko Ted nie i jego tylko zabiło. A potem, przy śledztwie, nadsztygar twierdził, że Ted zląkł się i próbował uciekać, nie słuchając rozkazu, że więc w istocie wszystko to było jego własną winą. Odszkodowanie wyniosło więc zaledwie trzysta funtów i jeszcze na domiar dano jej to raczej jako prezent, niż jako prawne odszkodowanie, bo przecież w istocie była to wina jej męża. Nie chcieli jej wypłacić tych pieniędzy w gotówce; chętnie byłaby sobie założyła mały sklepik. Ale oni powiadali, że na pewno roztrwoni pieniądze, może nawet przepije! Musiała je więc odbierać ratami po trzydzieści szylingów tygodniowo. Tak, co poniedziałek musiała chodzić do kancelarii i stać tam przez dwie godziny, czekając swojej kolei; tak, blisko dwa lata chodziła tam co poniedziałek. I cóż mogła począć z dwojgiem małych dzieci na karku? Ale matka Teda była dla niej bardzo dobra. Gdy mała nauczyła się biegać, zatrzymywała u siebie dzieci przez cały dzień, podczas gdy ona, Ivy Bolton, jeździła do Sheffield i uczyła się pielęgniarstwa. Później, w czwartym roku, uczęszczała nawet na kurs pielęgniarek i otrzymała dyplom. Postanowiła zostać samodzielna i zatrzymać dzieci przy sobie. Przez pewien więc czas pełniła funkcje młodszej pielęgniarki w szpitalu w Uthwaite, bardzo małej miejscowości. Ale gdy Towarzystwo, Thevershallskie Towarzystwo Górnicze, a właściwie gdy Sir Geoffrey przekonał się, że potrafiła sobie sama radzić, okazano jej wielką przychylność, przyjęto ją na pielęgniarkę gminną i popierano ją, to musiała przyznać. Tak sobie radziła od owego czasu, aż teraz było jej już tego wszystkiego za wiele. Potrzeba jej było pracy trochę lżejszej. Jako pielęgniarka gminna miała za dużo bieganiny.

— Tak, Towarzystwo było dla mnie bardzo dobre. Powtarzam to zawsze. Ale nie zapomnę nigdy tego, co powiedzieli o Tedzie, gdyż on był naprawdę nieustraszony, takich górników, jak on, mało zjeżdża do szybu. A oni go napiętnowali jako tchórza. Ale on nie żył i nie mógł im nic odpowiedzieć.

Kiedy kobieta ta mówiła, w słowach jej wyrażała się dziwna mieszanina uczuć. Lubiła górników, których pielęgnowała przez tak wiele lat, ale czuła się wyższa od nich. Czuła się niemal przynależna do wyższej klasy. A zarazem tlił się w niej gniew przeciwko klasie panującej. Panowie! W sporze między panami a robotnikami stawała stale po stronie robotników. Jeżeli jednak nie szło o walkę, łaknęła zawsze wyższego stanowiska, przynależności do wyższych klas. Wyższe klasy fascynowały ją, budziły w niej charakterystyczną angielską namiętność dla przewagi towarzyskiej. Była zachwycona sposobnością przeniesienia się do Wragby; zachwycona możliwością rozmawiania z Lady Chatterley, która naprawdę była czymś innym niż żony zwykłych górników! Mówiła to też zupełnie otwarcie. Ale w słowach jej można było mimo to wyczuć jakąś niechęć do Chatterleyów; niechęć do panów.