I wyniosła hiacynty z pokoju, przytłoczona jego subtelniejszą wrażliwością.

— Mam pana dzisiaj ogolić czy też woli pan to sam zrobić?

Zawsze ten sam pochlebczy, poddańczy, a jednak rozkazujący głos.

— Nie wiem. Może pani jeszcze zaczeka. Zadzwonię, kiedy będę gotów.

— Słucham pana, Sir Cliffordzie — odpowiedziała pani Bolton łagodnie i posłusznie, wychodząc cicho z pokoju.

Ale każda odmowa budziła w niej nową siłę woli.

Gdy Clifford zadzwonił po pewnym czasie, przyszła natychmiast. A potem Clifford rzekł:

— Zdaje się, że będzie lepiej, jeżeli pani mnie dzisiaj ogoli.

Lekki dreszcz radości przeniknął jej serce; odpowiedziała ze szczególną wyrozumiałością:

— Słucham pana, Sir Cliffordzie.