174. Rzekłem tedy: — Moim zdaniem, ludzie zbytnio zaalarmowani rzekomym wpływem Filipa na Teban nie orientują się w obecnym położeniu. Gdyby ten wpływ był tak niewątpliwy, nie słyszelibyśmy o Filipie w Elatei, ale u naszych granic. Takie mam przeświadczenie. Dokładnie wiem, że cała wyprawa Filipa jest jedynie końcowym pociągnięciem w intrydze tebańskiej. Posłuchajcie mnie — rzekłem — powiem o istocie wypadków. 175. Filip ma już wszystkich w kieszeni, których mógł przekupić lub oszukać; ale w żaden sposób nie może sobie zjednać niezmiennych od początku do tej chwili przeciwników. W jakim zatem celu zajął Elateję? Zbrojną demonstracją i błyskiem oręża chce ośmielić swoich przyjaciół, a wystraszyć przeciwników: albo porzucą ze strachu dzisiejszy opór, albo ulegną przemocy. 176. Jeżeli postanowimy obecnie — rzekłem — pamiętać Tebanom dawne nasze urazy i nie ufać im jak wrogom, wypełnimy najgorętsze życzenia Filipa; a dalej obawiam się, że obecni przeciwnicy Filipa w Tebach skapitulują wobec tego, całe Teby owionie jednolity nastrój filomacedoński i Tebanie z Filipem wyruszą na Attykę. Spodziewam się przekonać was, że kieruje mną rozumienie istotnej potrzeby, i mam nadzieję, że usunę grożące państwu niebezpieczeństwo; tylko, proszę, rozważcie moje słowa, a nie starajcie się zbić je koniecznie. 177. Jakaż to jest istotna potrzeba wedle mego rozumienia? Wyzbądźcie się obecnej trwogi, zmieńcie orientację i obudźcie w sobie obawę o Teban. Są o wiele bliżsi niebezpieczeństwa niż my. Roczniki popisowe i jazda wyruszą do Eleuzis i tam urządzą zbrojną demonstrację; wasi stronnicy w Tebach będą z równą swobodą podtrzymywali swój punkt widzenia na widok gotowej (na wypadek zaczepki) pomocy z waszej strony dla zdecydowanych obrońców wolności, tak jak w Elatei stoi w pogotowiu armia na pomoc dla handlarzy ojczyzną. 178. Żądam wyboru dziesięciu posłów i pozostawienia zarówno im, jak i generałom, do własnego uznania, kiedy ma odejść poselstwo, kiedy ekspedycja. Zalecam następujący sposób postępowania dla poselstwa po przybyciu do Teb i proszę tu o szczególną uwagę. Nie domagać się niczego od Teban — chwila jest zupełnie nieodpowiednia — przyrzec pomoc na życzenie, powiedzieć, że my wychodzimy z założenia, iż oni są w ostatnim niebezpieczeństwie, my zaś jesteśmy przezorniejsi. Wszystko musi być zarządzone, co zmierza do spełnienia naszych życzeń, byśmy mogli wykonać odpowiednie kroki w sposób imponujący i godny powagi państwa, o ile zgodzą się; w razie niepowodzenia poselstwa sami sobie przypiszą winę za ewentualne błędy; nasza polityka musi być wolna od jakiejkolwiek plamy i poniżenia.

179. Po takiej mniej więcej przemowie opuściłem mównicę. Ogólny aplauz, nikt do głosu przeciw. I żebym tylko przemówił, a nie postawił wniosku, żebym tylko wniosek postawił, a nie przyjął udziału w poselstwie, żebym tylko przyjął udział w poselstwie, a nie udało mi się nakłonić Teban!441 Od początku do końca przeszedłem wszystkie stopnie akcji, dałem się wam całkiem po prostu w ręce na niebezpieczeństwa wiszące nad państwem.

Mowa polityczna a deklamacja aktorska

180. Z łaski swojej, Ajschinesie: kimże byłeś ty w owym dniu, a kimże ja; jak uważasz? Ja Battalem442, żeby użyć twojego wyzwiska i kpinki, ty jakimś bohaterem, i to nie byle jakim, ale z tragedii, Kresfontem443, Kreonem444, albo Ojnomaosem445, którego wesoło utrąciłeś na Kollitosie446. W owej chwili ja, Pajaniejczyk447 Battalos, okazałem się więcej wart dla ojczyzny niż ty, Ojnomaos Kotokida448. Ty nigdzie nie przyniosłeś żadnego pożytku, ja spełniałem wszystkie obowiązki dobrego obywatela.

Odpowiedzialna rada przed czynem, a teoretyczne nicowanie wedle wyników

188. Taki był początek pojednawczej polityki wobec Teb; przedtem panowała między obydwoma miastami nienawiść i nieufność za poduszczeniem tych panów. Wniosek mój przepędził jak chmurę niebezpieczeństwo wiszące nad miastem. Było wtedy obowiązkiem prawego obywatela postawić lepszy wniosek od mojego, jeśli potrafił — nie przyganiać teraz. 189. Doradca i denuncjant, w ogóle zresztą do siebie niepodobni, przede wszystkim różnią się w tym: doradca wypowiada swe zdanie przed wypadkami; do odpowiedzialności mogą go pociągnąć obywatele, którzy poszli za jego radą, los, okoliczności, co bądź! Denuncjant milczał, kiedy trzeba było mówić; w razie niepowodzenia kracze. 190. Wtedy, jak powiedziałem, był czas, wtedy pora dla patrioty na godziwe radzenie. Posuwam się tak daleko, że zgadzam się, niech będę winny, jeżeli jeszcze dziś potrafi ktoś wskazać coś lepszego albo jeżeli w ogóle było jakieś inne wyjście niż obrane przeze mnie. Sam, mówię, powinienem był wtedy wpaść na to, co dziś może komuś wpadło w oko, a można było wtedy zrobić z korzyścią. Nie ma? Nie było? Jeszcze dziś nikt nie potrafiłby powiedzieć? — Więc cóż miał robić doradca? Czyż nie wybrać, co najlepsze, z tego, co nasuwało się i było możliwe? 191. Tak zrobiłem, Ajschinesie, na zapytanie herolda: „Kto chce przemawiać?”, nie „Kto chce nicować przedawnione historie?” ani „Kto chce ręczyć za przyszłość?”. Tyś siedział wówczas niemy na zgromadzeniu — ja zabierałem głos. Jeżeli nie wtedy, przynajmniej teraz wskaż radę! Jakiego wystąpienia, wskazanego, zaniechałem, jakiej sposobności korzystnej dla państwa? Jakie przymierze, jaką aferę należało raczej zalecić obywatelom?

192. Wszyscy ludzie dają zawsze spokój przeszłości i nikt nie radzi o tym nigdzie; przyszłość lub teraźniejszość wymagają od mówcy zajęcia stanowiska. Jedne niebezpieczeństwa dopiero nadciągać zdawały się podówczas, inne wisiały tuż nad głową; wedle nich oceniaj mój kierunek polityczny, a nie denuncjuj mnie za katastrofę. Bo kres wszelakiej rzeczy wyznacza bóstwo i kierunek wskazuje na sposób myślenia doradcy. 193. Stało się, że Filip wygrał bitwę; nie róbże z tego mojej winy! W ręku boskim leżało rozstrzygnięcie, nie moim. Wykaż mi, że nie wszystko wybrałem, co było możliwe wedle ludzkich rachub, i nie wykonałem tego, jak się godziło, starannie i z nadludzkim mozołem, lub że wprawiłem państwo w kłopoty niechlubne, niegodne państwa i niepotrzebne — wykaż mi to i wtedy dopiero mnie oskarżaj. 194. Cóż robić, że grom i nawałnica były silniejsze nie tylko od nas, ale od wszystkich innych Greków? Nikt nie oskarża o rozbicie kapitana okrętu, jeżeli wszystko uczynił dla bezpieczeństwa tegoż, zaopatrzył go we wszystkie przypuszczalne środki do ocalenia, ale trafił na burzę, która uszkodziła przyrządy albo je wprost zdruzgotała. Bo powiedziałby: nie sterowałem okrętem (tak jak ja nie byłem generałem) ani nie byłem panem losu, lecz los był panem wszystkiego. 195. Proszę tak rzecz wziąć: jeżeli taki był przeznaczony wynik, mimo że Tebanie walczyli po naszej stronie, czegóż należało oczekiwać w razie połączenia się ich z Filipem i zupełnego ogołocenia nas z jakiegokolwiek przymierza, na co Ajschines dobywał z siebie wszystkich głosów? Jeżeli po bitwie stoczonej w oddaleniu trzechdniowej drogi od Attyki takie niebezpieczeństwo i groza opadły miasto, czegóż należało oczekiwać, gdyby ta sama klęska nastąpiła gdzieś w powiecie? Jeden, dwa i trzy dni wiele przyczyniły się do ocalenia miasta, można było zatrzymać się w ucieczce, zebrać z rozsypki, wytchnąć — wiesz o tym. Tak zaś — nawet mówić nie trzeba, bo jakaś boska opatrzność i oskarżanego przez ciebie przymierza jakby okop ochronny uchyliły od miasta tego rodzaju próbę.

Kiedy gad wypełza z jamy?

196. Wszystkie te długie moje wywody zwracam do was, sędziowie, i do przysłuchującej się poza szrankami449 publiczności, bo do tego plugawca wystarczyłoby krótkie i wyraźne powiedzenie. Jedyny ze wszystkich odgadywałeś przyszłość, Ajschinesie? Trzeba było mówić wtedy, podczas urzędowej debaty nad tym! Nie przewidywałeś? Odpowiadasz tak samo jak wszyscy inni za niewiedzę! Dlaczegóż więc ty mnie raczej oskarżasz niż ja ciebie? 197. O tyle jestem lepszym obywatelem od ciebie (ciągle jeszcze mówię na ten jeden temat, potem pomówimy o innych sprawach), że ja poświęciłem się ogólnie uznanej korzyści państwa i nie unikałem żadnego niebezpieczeństwa prywatnego ani z nim nie liczyłem się, ty zaś ani lepszego wniosku nie postawiłeś ode mnie (nie byliby poszli za moim), ani żadnego z ciebie nie było wtedy pożytku; klęska państwa dała ci pochop450 do przedstawienia się w roli najpodlejszego wroga kraju; równocześnie Aristrat na Naksos, Aristoleos na Tazos, zdecydowani wrogowie państwa, sądzą dawnych członków Związku Ateńskiego i w Atenach Ajschines oskarża Demostenesa. 198. Kto popis krasomówczy rezerwował sobie na okres klęski greckiej, raczej sam winien zginąć niż oskarżać drugiego; komu przysłużyły się te same okoliczności, co i wrogom państwa, taki człowiek nie może być patriotą. Życie twoje, czyny, działalność i pauzy polityczne451 świadczą o tym. Nadarza się w polityce moment widocznie dla was korzystny? Ajschines niemy! Nie udało się, nie powiodło się coś po myśli? Ajschines jest jak te łamania i darcia, które licho rusza, ilekroć bieda jaka opadnie organizm.

Klęska cheronejska tytułem chluby nieśmiertelnej