PAN: A ty, co robiłeś?
KUBUŚ: Biegałem po pokoju z kneblem w gębie.
PAN: Z kneblem!
KUBUŚ: Tak, z kneblem; no i ów przeklęty knebel zaszczepił mi tę namiętność mówienia. Tydzień minął niekiedy, zanim ktoś otworzył usta w domu Jazonów. Przez całe swoje życie (a było długie), babka wyrzekła jeno kapelusz do sprzedania, a dziadek, siedzący cały dzień w sklepie, wyprostowany, z rękami wsuniętymi za klapy surduta, powiedział tylko: dwa grosze! Bywały dnie, w których skłonny był przestać wierzyć w Biblię.
PAN: Dlaczegóż to?
KUBUŚ: Z przyczyny powtórzeń, które wydawały mu się gadulstwem niegodnym świętego Ducha. Powiadał, iż ludzie, którzy coś powtarzają dwa razy, to głupcy, i że biorą za głupców tych, którzy ich słuchają.
PAN: Kubusiu, a gdybyś, aby wynagrodzić sobie długie milczenie, jakie zachowałeś przez dziesięć lat knebla w domu dziadka i podczas opowiadania gospodyni...
KUBUŚ: Gdybym podjął historię swoich amorów?
PAN: Nie; ale inną, przy której mnie zostawiłeś; historię kolegi kapitana.
KUBUŚ: Och, panie, cóż pan ma za piekielną pamięć!