PAN: Kubusiu, Kubusieczku...
KUBUŚ: Z czego się pan śmieje?
PAN: Z tego, co mnie pobudzi do śmiechu jeszcze niejeden raz; z obrazu twej młodości spędzonej z kneblem w zębach w domu dziadka.
KUBUŚ: Babka wyjmowała mi go, gdy nikogo nie było; kiedy dziadek to zauważył, bardzo był niezadowolony; rzekł: „Rób tak dalej, a ten chłopiec stanie się najstraszliwszym gadułą, jaki kiedykolwiek istniał na świecie”. Przepowiednia się spełniła.
PAN: No, Kubusiu, Kubusieczku, historię kolegi kapitana.
KUBUŚ: Stanie się, jak pan sobie życzy; ale pan w nią nie uwierzy.
PAN: Taka nadzwyczajna?
KUBUŚ: Nie; ale dlatego, iż trafiła się już komu innemu, mianowicie wojskowemu francuskiemu, nazwiskiem, zdaje mi się, pan de Guerchy32.
PAN: Dobrze więc! powiem tak, jak pewien poeta francuski, autor wcale dobrego epigramu, powiedział komuś, kto go sobie przywłaszczył w jego obecności: „W istocie, dlaczegóż by ten pan nie mógł go ułożyć? skoro ja go ułożyłem”... Dlaczego historia Kubusiowa nie miałaby się zdarzyć koledze kapitana, skoro zdarzyła się panu de Guerchy? Ale opowiadając, ubijesz dwa ptaszki na jeden strzał i pouczysz mnie o przygodzie obu tych osobistości, nie znam jej bowiem.
KUBUŚ: Tym lepiej! ale przysięgnij pan.