KUBUŚ: Gdybyśmy tak, podczas gdy ona myśli...
GOSPODYNI: Święte słowa. Ale obie butelki już próżne... (Janie! — Pani? — Dwie butelki z tych, co to w samej głębi, za wiązkami drzewa. — Rozumiem)... Myśli tedy wytrwale, i oto co przychodzi jej do głowy. Pani de La Pommeraye spotykała swego czasu pewną damę z prowincji, która powołana procesem przybyła do Paryża wraz z córką, młodą, piękną i dobrze ułożoną. Dowiedziała się, iż ta kobieta, zrujnowana przegraną, stoczyła się stopniowo w położenie więcej niż podejrzane. Mieszkanie jej stało otworem; grano, wieczerzano wesoło i zwyczajnie ten i ów z biesiadników zostawał na noc u pani lub panny domu, do wyboru. Margrabina wyprawiła zaufanego człowieka na poszukiwanie tych istot. Wygrzebał je kędyś i zaprosił w myśl rozkazu, aby zechciały odwiedzić panią de La Pommeraye, którą zaledwie że sobie przypominały. Osoby te, żyjące pod przybranym imieniem pani i panny d’Aisnon, nie dały na siebie czekać; zaraz nazajutrz matka zjawiła się u pani de La Pommeraye. Po pierwszych uprzejmościach margrabina zapytała panią d’Aisnon, co się z nią dzieje i co porabia od czasu przegranej procesu.
— Jeśli mam rzec szczerze — odparła d’Aisnon — prowadzę rzemiosło niebezpieczne, bezecne, mało intratne i które ze szczętem mi obmierzło; ale cóż? mus jest najwyższym prawem. Byłam już gotowa umieścić córkę w Operze, ale ma za mały głosik, dobry zaledwie w salonie, a jako tancerka była zawsze dość mierną. Oprowadzałam ją podczas procesu i później po urzędnikach, wielkich panach, prałatach, bankierach; każdy pobawił się dłużej lub krócej i na tym się kończyło. Nie iżby zbywało jej na piękności: piękna jest jak anioł; toż samo nie brak jej dowcipu i wdzięku; ale żadnego zmysłu zepsucia, nic z talentów zdolnych pobudzić smak ludzi stępiałych i zużytych. A co nam najwięcej zaszkodziło, to iż nabiła sobie głowę młodym księżykiem-szlachetką, bezbożnym, niedowiarkiem, rozpustnym, hipokrytą, anty-filozofem, którego pani nie nazwę; dość że jest to najgorszy typ spomiędzy tych, którzy w pogoni za pastorałem obrali drogę najbardziej pewną i wymagającą najmniej talentu. Nie wiem, co on zadał córce, której przychodził co rano czytać swoje łajdactwa, odmieniając na wszystkie tony: będę biskupem, czy nie będę? Na szczęście, pokłócili się z sobą. Córka zapytała go pewnego dnia, czy zna tych, przeciw którym pisze; księżyk odpowiedział, że nie; czy sam wyznaje inne przekonania niż te, które zohydza, a gdy księżyk również odpowiedział przecząco, uniosła się i wykazała mu, że postępowanie jego jest szczytem fałszu i niegodziwości.
Pani de La Pommeraye zapytała, czy obie z córką bardzo są znane.
— O wiele za bardzo, niestety.
— Widzę, iż nie upierałaby się pani przy swoim rzemiośle?
— Zgoła nie; córka zaś zaklina się codziennie, iż wolałaby największą nędzę niż obecne życie; grzęźnie w melancholii, która tym bardziej odstręcza ludzi...
— Gdyby mi tedy przyszła ochota zapewnić wam los co się zowie świetny, zgodziłybyście się?
— Nawet o wiele taniej.
— Ale czy możecie przyrzec, iż zastosujecie się najściślej do wskazówek, jakich udzielę?