KUBUŚ, pokazując palcem na niebo: Ach, pani!

MARGRABIA: Dlaczego, margrabino, i ty nie pomyślisz o małżeństwie?

PANI DE LA POMMERAYE: A z kim, jeśli łaska?

MARGRABIA: Z hrabią; człowiek rozumny, z doskonałej rodziny, majętny.

PANI DE LA POMMERAYE: A kto mi zaręczy za jego wierność? Może ty, margrabio?

MARGRABIA: Nie; ale zdaje mi się, że można się doskonale obyć bez wierności męża.

PANI DE LA POMMERAYE: Zgoda; ale ja może byłabym dość dziwaczna, by sądzić inaczej; a jestem z natury mściwa.

MARGRABIA: Więc cóż? Mściłabyś się, to się samo przez się rozumie. Wzięlibyśmy sobie apartamenty we wspólnym pałacu i tworzylibyśmy we czworo najmilsze kółko pod słońcem.

PANI DE LA POMMERAYE: Bardzo to wszystko ładnie; ale na razie nie wychodzę za mąż. Jedyny człowiek, którego, być może, miałabym pokusę zaślubić...

MARGRABIA: To ja?