PANI DE LA POMMERAYE: Margrabio, rzecz jest poważna i wymaga zastanowienia.

MARGRABIA: Już się zastanowiłem, a wynik krótki i jasny: mianowicie, niepodobna mi być bardziej nieszczęśliwym, niż jestem.

PANI DE LA POMMERAYE: Mógłbyś się mylić.

KUBUŚ: Zdrajczyni!

MARGRABIA: Oto wreszcie, droga przyjaciółko, posłannictwo, którym, jak mniemam, mogę obarczyć cię uczciwie. Zobacz się z tymi paniami; zapytaj matki, wybadaj serce córki i objaw moje zamiary.

PANI DE LA POMMERAYE: Powoli, margrabio. Sądzę, iż znam te panie dosyć na swoją potrzebę; ale teraz, kiedy chodzi o szczęście przyjaciela, pozwól mi wglądnąć w rzeczy nieco bliżej. Zasięgnę języka w ich stronach i przyrzekam, iż zapoznam się krok za krokiem z całym ich życiem od chwili przybycia do Paryża.

MARGRABIA: Te ostrożności wydają mi się dość zbędne. Kobiety w nędzy, umiejące się oprzeć przynętom, jakie im zastawiłem, mogą być jedynie istotami najrzadszej cnoty. Z tym, co ofiarowałem, byłbym uporał się z księżniczką. Zresztą czyż nie mówiłaś sama...

PANI DE LA POMMERAYE: Tak, mówiłam wszystko, co ci się podoba; ale pomimo to pozwól, abym uspokoiła siebie samą.

KUBUŚ: Suka! szelma! diablica! i po co przywiązywać się do takiej kobiety?

PAN: A po co ją uwodzić i opuszczać?