Tutaj pan wstał, wziął go za klapę od kurtki i rzekł poważnie:
— Złaź.
Kubuś odparł zimno:
— Nie zlezę.
Pan, potrząsając silnie, rzekł:
— Złaź, gałganie, bądź posłuszny.
Kubuś odparł jeszcze zimniej:
— Gałgan, ile tylko pan rozkaże; ale gałgan nie zlezie. Wierz mi pan, iż jak raz mi się coś zaklinuje w głowie, to i siekierą tego nie wybije. Niech się pan niepotrzebnie nie gorącuje, Kubuś zostanie, gdzie jest, i nie zejdzie.
Tu Kubuś i jego pan, którzy hamowali się aż do tej chwili, puszczają sobie naraz cugli i zaczynają krzyczeć na całe gardło:
— Zleziesz.