— Nie zlezę.
— Zleziesz.
— Nie zlezę.
Na te krzyki wchodzi gospodyni i dowiaduje się, o co chodzi; nie od razu udzielono jej odpowiedzi; krzyki trwały dalej: „Zleziesz. Nie zlezę”. W końcu pan, rozżalony, zaczął przechadzać się po pokoju, mrucząc między zębami: „Widział kiedy kto coś podobnego?”. Aż gospodyni zdumiona, stojąc w progu: „Ależ, panowie, o co wam chodzi?”.
Kubuś nieporuszony odparł: „Panu się coś w głowie przekręciło; bies go opętał”.
PAN: Głupstwa pleciesz.
KUBUŚ: Jak pan rozkaże.
PAN do gospodyni: Słyszałaś pani?
GOSPODYNI: Źle robi; ale spokój, spokój; mówcież jeden albo drugi: niech się dowiem, o co chodzi.
PAN do Kubusia: Mów, gałganie.