KUBUŚ do pana: Mów pan sam.
GOSPODYNI do Kubusia: Dalej, panie Jakubie, mówże, kiedy pan ci rozkazuje; ostatecznie, pan jest panem...
Kubuś wyłożył rzecz gospodyni, która wysłuchawszy, rzekła: „Panowie, czy chcecie przyjąć mnie za rozjemcę?”.
KUBUŚ I JEGO PAN naraz: Bardzo chętnie, pani gosposiu.
GOSPODYNI: I zobowiązujecie się honorem spełnić mój wyrok?
KUBUŚ I JEGO PAN: Honorem, honorem...
Wówczas gospodyni, sadowiąc się na stole i przybierając głos i postawę poważnego urzędnika, rzekła:
— Wysłuchawszy oświadczenia imć pana Jakuba i zważywszy fakty służące ku udowodnieniu, iż jego pan jest dobrym, bardzo dobrym, za dobrym panem; że Kubuś też nie jest złym sługą, mimo iż nieco podległym mieszaniu pojęć posiadania bezwarunkowego i niewzruszalnego z przyzwoleniem dobrowolnym i przejściowym, unicestwiam równość, jaka wytworzyła się z upływem czasu między nimi i równocześnie natychmiast ją wznawiam. Kubuś zejdzie na dół i zszedłszy, powróci tutaj; wejdzie z powrotem we wszystkie prerogatywy, jakimi cieszył się aż do tego dnia. Pan poda mu rękę i rzeknie przyjaźnie: „Dzień dobry, Kubusiu, rad jestem iż cię oglądam z powrotem”... Kubuś odpowie: „I ja rad jestem, że pana znów widzę”... I zabraniam, iżby kiedykolwiek ta sprawa miała być między nimi poruszona i aby roztrząsano na przyszłość prerogatywy pana i sługi. Chcemy, aby jeden rozkazywał, a drugi słuchał, każdy wedle najlepszej możności i wiary i aby to, co jeden może, a drugi powinien zostawione było nadal w tej samej niejasności, co poprzednio.
I kończąc ten wyrok, wygrzebany w jakimś współczesnym dziele wydanym z okazji sprzeczki zupełnie podobnej, w której z jednego końca królestwa na drugi pan krzyczał do sługi: „Zleziesz!”, sługa zaś odkrzykiwał nawzajem: „Nie zlezę!”, gospodyni rzekła: „Teraz Kubuś poda mi rękę bez dłuższego parlamentowania”...
Kubuś wykrzyknął boleśnie: „Było tedy napisane w górze, że zlezę!”...