KUBUŚ: I potem znów bardzo dobrze.

PAN: I potem jeszcze raz bardzo dobrze.

KUBUŚ: Jakby pan był przy tym. Tymczasem Byk, mój przyjaciel, niespokojny i znużony, nabłądziwszy długo dokoła domu i nie mogąc mnie nigdzie znaleźć, wraca do warsztatu, gdzie ojciec mówi zgryźliwie: „Długo się nasiedziałeś po próżnicy”... Byczek odpowiada jeszcze zgryźliwiej: „Po próżnicy! musiałem ścieńczać z obu końców tę przeklętą oś, która okazała się za gruba”.

— Przestrzegałem cię; ale ty zawsze chcesz robić swoim rozumem.

— To dlatego, że łatwiej ująć niż dodać.

— Weź to dzwono i idź je skończyć przed domem.

— Dlaczego przed domem?

— Bo byś tu obudził Kubusia, swego przyjaciela.

— Kubusia?...

— Tak, Kubusia, jest na górze na stryszku, wypoczywa. Ach, biedni doprawdy ci ojcowie; nie jedno, to drugie! No cóż tam? ruszysz ty się? Z tego że będziesz stał jak gamoń, ze spuszczoną głową, otwartą gębą i zwieszonymi ramionami, robota sama się nie odrobi... Przyjaciel Byk, wściekły, rzuca się ku schodkom; Byk chrzestny ojciec zatrzymuje go, wołając: „Gdzie idziesz? dajże się wyspać nieborakowi; upada ze znużenia. Na jego miejscu czy byłbyś kontent, gdyby cię ktoś niepokoił?”.