— Ale tak; jestem pewna, że zastąpię.
— Za każdym razem to powtarzasz.
— I nigdy nie chybiło, zwłaszcza kiedy ucho mnie swędziało, a czuję swędzenie jak nigdy.
— Et, ucho...
— Nie dotykaj! zostaw moje ucho! zostawże, człowieku, czyś oszalał? pożałujesz!
— Aha! toć poszczę już od wilii św. Jana.
— Póty będziesz wojował, aż... a potem za miesiąc będziesz się wykrzywiał, jakby to było z mojej winy.
— Nie, nie.
— A za dziewięć miesięcy jeszcze gorzej.
— Nie, nie.