— Zatem sam chcesz?
— Tak, tak.
— Będziesz pamiętał? nie powiesz jak za każdym razem?
— Tak, tak...
I oto pomału z nie, nie do tak, tak ów człowiek wściekły na żonę, iż dała się zmiękczyć uczuciu ludzkości...
PAN: Właśnie sobie czyniłem tę uwagę.
KUBUŚ: To pewna, iż ów mąż nie był zbyt konsekwentny; ale był młody, a żona ładna. Nigdy nie robi się tyle dzieci co w czasach nędzy.
PAN: Nic się tak nie mnoży jak biedacy.
KUBUŚ: Jedno dziecko więcej, to nic dla takich ludzi; miłosierdzie boskie je wyżywi. A potem, to jedyna przyjemność, która nic nie kosztuje; człowiek pociesza się tanim kosztem w nocy po utrapieniach dnia... Z tym wszystkim uwagi gospodarza nie były bez słuszności. Podczas gdy sam to sobie mówiłem, uczułem gwałtowny ból w kolanie i wykrzyknąłem: „Au! kolano!”. A mąż na to: „Och! żono!”... A żona: „Och! mężu! ależ... ależ... ten człowiek tam jest!”.
— No więc cóż ten człowiek?