FOURGEOT: Wiem dobrze, że pan de Merval... ale każda wina może być odkupiona; a wreszcie, prócz niego nie znam nikogo, kto by był w tej chwili przy pieniądzach.

LB BRUN: Panie Fourgeot, rób, jak ci się podoba; panowie, umywam ręce.

FOURGEOT: Panie Le Brun, pan nie idzie z nami?

LE BRUN: Ja! niech mnie pan Bóg broni! W życiu nie chcę widzieć tego infamisa.

FOURGEOT: Ale bez pańskiej pomocy nigdy nie dobijemy sprawy.

KAWALER: To prawda. No, mój drogi Le Brun, chodzi o to, aby mnie dopomóc; aby zobowiązać zacnego człowieka w chwilowym kłopocie; nie odmówisz mi pan tego; pójdziesz z nami.

LE BRUN: Iść do takiego Mervala! ja! ja!

KAWALER: Tak, tak, pójdziesz, pójdziesz, dla mnie...

Pod wpływem nalegań Le Brun daje się skłonić i oto wszyscy razem, Le Brun, kawaler, Mateusz de Fourgeot i ja, ruszamy w drogę, przy czym kawaler klepie przyjacielsko Le Bruna po ramieniu i mówi do mnie: „To najlepszy człowiek, najuczynniejszy w świecie, najcenniejsza znajomość...”.

LE BRUN: Nie! ten kawaler potrafiłby mnie namówić do fałszowania monety!