I oto jesteśmy u Mervala.
KUBUŚ: Mateusz de Fourgeot...
PAN: No i cóż? co chcesz powiedzieć?
KUBUŚ: Mateusz de Fourgeot... Chcę powiedzieć, że pan kawaler de Saint-Ouin zna tych ludzi z imienia i z nazwiska: i że to jest po prostu łajdak, w zmowie z całą tą kanalią.
PAN: Może się łatwo okazać, że masz słuszność... Niepodobna byłoby znaleźć człowieka bardziej słodkiego, grzecznego, taktownego, zgodnego, bardziej ludzkiego, współczującego, bezinteresownego niż pan de Merval. Stwierdziwszy dobrze moją pełnoletność i wypłacalność, pan de Merval przybrał oblicze pełne przyjaźni i smutku. Rzekł, iż jest w rozpaczy: tegoż samego rana zmuszony był przyjść z pomocą jednemu z przyjaciół przyciśnionemu potrzebą; sam obecnie jest zupełnie bez grosza. Następnie zwracając się do mnie, dodał: „Panie, niech pan nie żałuje iż pan nie przyszedł wcześniej; byłoby mi bardzo przykro odmówić mu, ale byłbym to uczynił; przyjaźń przede wszystkim...”.
Jesteśmy jak rażeni gromem; kawaler, Le Brun, nawet i Fourgeot uderzają w prośby, klękają niemal przed Mervalem, który powiada: „Panowie, znacie mnie wszyscy; lubię wygodzić i staram się nie zbrzydzać swej usługi, dając się zbytnio prosić; ale słowo honorowego człowieka, nie znalazłbym ani czterech ludwików w całym domu...”.
Ja pośród tej całej kompanii wyglądałem na pacjenta, który usłyszał wyrok. Rzekłem do kawalera: „Kawalerze, chodźmy tedy, skoro panowie nie mogą nic poradzić...”. Kawaler zaś odciągając mnie na bok: „Co tobie w głowie, toć to wilia jej imienin. Uprzedziłem ją, przestrzegam cię; spodziewa się jakiegoś dowodu pamięci z twej strony. Znasz ją: nie żeby była interesowna; ale ot, jak w ogóle kobiety, nie lubi doznać zawodu w oczekiwaniu. Pochwaliła się już pewno ojcu, matce, ciotkom, przyjaciółkom; po tym wszystkim, nie mieć nic do pokazania, to upokarzające”... I znowuż podchodzi ku Mervalowi i przypuszcza nowy szturm. Dawszy się naprosić i nabłagać do syta, Merval rzecze: „Mam najgłupsze usposobienie pod słońcem; nie mogę patrzeć na ludzką przykrość. Myślę... myślę... i przychodzi mi coś do głowy”.
KAWALER: Co takiego?
MERVAL: Czemu byście nie mieli wziąć towarów?
KAWALER: A masz pan?