— Bardzo dobrze.

— Więc tkwij pan.

— Tkwij! łatwo ci mówić.

— Przynajmniej do chwili, w której się dowiem historii plastra pana Desglands.

PAN: Ha! mścisz się, zdrajco.

KUBUŚ: A gdyby nawet, panie? Skoro pan mi przerywał historię moich amorów tysiącem pytań, fantazyj, bez najmniejszego szemrania z mej strony, czy nie wolno mi błagać pana, abyś przerwał swoją, by mnie pouczyć o historii plastra zacnego Desglands? Człowiek, któremu tyle zawdzięczam, który wydobył mnie ze szponów chirurga, w chwili gdy będąc zupełnie odarty z pieniędzy, nie wiedziałem, co z sobą począć! W jego domu zawarłem znajomość z Dyzią; Dyzią, bez której nie byłbym panu powiedział ani słowa o całej tej podróży? Mój panie, drogi panie, historia plastra pana Desglands! Może pan być tak zwięzły, jak się panu podoba; tymczasem senność, która mnie dławi i której nie mogę poskromić, rozproszy się i będziesz pan mógł rachować na całą mą uwagę.

PAN powiada, wzruszając ramionami: Była w sąsiedztwie Desglands’a urocza wdowa, która miała wiele przymiotów wspólnych ze słynną kurtyzaną ubiegłego wieku82. Stateczna rozumem, rozwiązła temperamentem, żałująca nazajutrz głupstwa popełnionego wczoraj, spędziła całe życie przechodząc od rozkoszy do wyrzutów i od wyrzutów do rozkoszy, przy czym nigdy nie udało się wyrzutom zdławić chętki do używania. Widywałem ją w jej ostatnich chwilach; powiadała, iż wreszcie wymyka się swoim dwóm wielkim nieprzyjaciołom. Mąż pobłażliwie patrzący na jedyny błąd, jaki miał jej do rzucenia, czuł dla niej współczucie dopóki żyła; serdeczny żal długo po jej śmierci. Utrzymywał, iż byłoby równie śmieszne z jego strony przeszkadzać żonie kochać, co gdyby przeszkadzał jej pić. Przebaczał jej mnogość kaprysów w uznaniu wykwintnego smaku, jakim odznaczała się w wyborze. Nie uwieńczyła nigdy hołdu głupca albo człowieka złego; łaski jej były zawsze nagrodą talentów lub zacności charakteru. Powiedzieć o kimś, iż jest lub był jej kochankiem, znaczyło upewnić, iż był to człowiek z głębszą wartością. Znając swą zmienność, nie zobowiązywała się bynajmniej do wierności. Uczyniłam, mówiła, jedną w życiu fałszywą przysięgę; mianowicie pierwszą. Czy mężczyzna stracił uczucie, jakie powziął dla niej, czy też ona ostygła w swoim, zawsze kończyło się ono szczerą przyjaźnią. Nigdy nie zdarzył się w świecie wybitniejszy przykład rozbieżności charakteru i obyczajów. Nie można było powiedzieć, aby to była kobieta cnotliwa; ale każdy przyznawał, iż trudno spotkać zacniejszą i uczciwszą. Proboszcz rzadko widywał ją u stóp ołtarzy; ale o każdej porze znajdował sakiewkę jej otwartą dla biednych. Powiadała dowcipnie o religii i prawach, że to jest para kul, wielce użytecznych tym, którzy mają słabe nogi. Kobiety, które obawiały się jej towarzystwa dla mężów, pragnęły go dla synów.

KUBUŚ mruknąwszy między zębami: „Zapłacisz mi drogo ten przeklęty portret”, rzekł: „Szalałeś pan za tą kobietą?”.

PAN: Nie omieszkałbym z pewnością, gdyby mnie Desglands nie wyprzedził. Desglands zakochał się w niej...

KUBUŚ: Panie, czy historia jego plastra i miłości są tak ściśle związane z sobą, że nie można ich rozdzielić?