— Leży oto w łóżku, rozsuń pan firanki i rozmów się.

W tym punkcie opowiadania weszła gospodyni i rzekła: „Co pan rozkaże na wety?”.

PAN: Co macie.

Gospodyni, nie zadając sobie trudu schodzenia z powrotem, krzyknęła z pokoju: „Magdusiu, przynieś owoce, biszkopty, konfitury...”

Słysząc to imię, Kubuś rzekł do siebie: „Ach, to widać córkę jej pobito, nie dziw, że się tak uniosła”...

Pan zaś do, gospodyni: „Byłaś pani wielce zgniewana przed chwilą?”.

GOSPODYNI: A któż by się nie zgniewał? Biedne stworzenie nic im nie zawiniło; ledwie weszła do pokoju, słyszę wrzask, ale co za wrzask... Bogu dzięki, uspokoiłam się nieco; chirurg powiada, że nic jej nie będzie; ma wszelako dwa olbrzymie siniaki, jeden na głowie, drugi na barku.

PAN: Czy dawno jest u pani?

GOSPODYNI: Dwa tygodnie najwyżej. Porzucono ją na sąsiedniej stacji pocztowej.

PAN: Jak to porzucono?