GOSPODYNI: Z wieczerzy byli panowie zadowoleni?
PAN: Bardzo zadowoleni. Szpinak był odrobinę przesolony.
GOSPODYNI: Miewam niekiedy rękę trochę ciężką. Będziecie mieli dobre posłanie i prześcieradła świeżo z pralni; nie zdarza się u mnie, aby zostały z poprzedniego noclegu.
To rzekłszy, gospodyni opuściła pokój, a Kubuś i jego pan pokładli się do łóżek, śmiejąc się z qui pro quo, w którym suczkę wzięli za córkę lub też pokojówkę, jak również z przywiązania gospodyni dla porzuconej psiny bawiącej w domu ledwie od dwóch tygodni. Kubuś rzekł, obwiązując sobie głowę chustką: „Założyłbym się, że ze wszystkiego, co żywie w tej gospodzie, ta kobieta kocha jeno swoją Linkę”. Pan odpowiedział: „Możliwe, Kubusiu; ale śpijmy”.
Podczas gdy Kubuś i jego pan spoczywają, ja dopełnię zobowiązania, opowiadając historię człowieka dudlącego w więzieniu na wiolonczeli lub raczej dając głos jego towarzyszowi, panu Gousse.
— Ów trzeci — rzekł — jest to intendent pewnego wielkiego domu. Zakochał się w cukiernikowej w ulicy Uniwersyteckiej. Cukiernik był to poczciwina, który pilniej wglądał w piec z ciastami niż w prowadzenie żony. Wszelako jeżeli nie jego zazdrość, to w każdym razie ciągła obecność była nie na rękę parze kochanków. Cóż uczynili, aby się uwolnić od tego skrępowania?
Intendent przedłożył swemu panu placet na piśmie, w którym przedstawiono cukiernika jako człowieka złych obyczajów, pijaka spędzającego dnie i noce w szynku, brutala znęcającego się nad żoną, najuczciwszą i najnieszczęśliwszą kobietą pod słońcem. Na skutek jej prośby uzyskał tajny rozkaz uwięzienia; rozkaz ten, pozbawiający małżonka wolności, złożono w ręce komisarza policji z poleceniem bezzwłocznego wykonania. Zdarzyło się przypadkiem, iż komisarz był przyjacielem cukiernika. Zachodzili od czasu do czasu do gospody na wino; cukiernik dostarczał pieczywa, komisarz stawiał buteleczkę. Uzbrojony w ów tajny rozkaz komisarz, przechodząc koło sklepu, daje kompanowi umówiony znak. Zasiadają tedy we dwójkę w gospodzie, chrupiąc paszteciki i zakrapiając winem; komisarz pyta przyjaciela, jak idą interesa.
— Bardzo dobrze.
— Nie masz żadnego kłopotu?
— Żadnego.