— Nie masz nieprzyjaciół?

— Nic mi przynajmniej o tym nie wiadomo.

— Jak żyjesz, z rodziną, z sąsiadami, żoną?

— W przyjaźni i zgodzie.

— Skąd może tedy pochodzić — rzecze komisarz — rozkaz, jaki dostałem, aby cię uwięzić? Gdybym chciał spełnić obowiązek, chwyciłbym cię w tej chwili za kołnierz, karoca czekałaby opodal i zawiózłbym cię w miejsce wskazane tym oto dekretem. Masz, czytaj.

Cukiernik przeczytał i zbladł.

Komisarz rzekł: — Uspokój się, zastanówmy się jeno razem, co czynić, abyśmy obaj wyszli cało. Kto bywa u ciebie w domu?

— Nikt.

— Twoja żona jest ładna i zalotna.

— Zostawiam jej swobodę.