— Czy nikt do niej nie smali cholewek?
— Na honor nie, chyba pewien intendent, który zachodzi niekiedy wyściskiwać jej ręce i pleść koszałki-opałki, ale dzieje się to w sklepie, na moich oczach, w obecności czeladzi i sądzę, iż nie ma między nimi nic, co by mnie mogło niepokoić.
— Dobra dusza z ciebie!
— Być może; ale najlepsze, co pozostaje człowiekowi, to wierzyć w uczciwość żony: tak też czynię.
— A ten intendent w czyjej jest służbie?
— Pana de Saint-Florentin28.
— A z jakiej kancelarii, jak mniemasz, podchodzi ów dekret?
— Hm, może z kancelarii pana de Saint-Florentin.
— Rzekłeś.
— Nie! zjadać moje paszteciki, wyściskiwać żonę i kazać mnie zamykać w więzieniu, to by była zbyt czarna niewdzięczność: nie mogę uwierzyć!